Mistyka Ducha

Czytam teraz autobiografię „Byłem rabinem Rzymu…” Eugenio Zolli, który – jak to zresztą można się domyślić po tytule – był rabinem Rzymu, i to w latach bardzo szczególnych 1939-45 i przyczynił się wówczas do uratowania tysięcy Żydów. Muszę przyznać, że jest to jedna z moich najbardziej fascynujących lektur w ostatnim czasie, zresztą z bardzo różnych względów m.in. dzięki opisom ubogiej żydowskiej rodziny, żyjącej w Galicji na przełomie XIX/XX wieku., które mogą pogłębić refleksję nad naszym czasem obecnym, nad wartościami jakimi żyjemy i nad tym jak bardzo zmienił się świat.

Jednak to, co mnie najbardziej fascynuje to opisy przeżyć wewnętrznych Zollego, który ucząc się w szkole rabinicznej, od wczesnego dzieciństwa głęboko przeżywał relację z Bogiem. Jego refleksje, oparte oczywiście głównie na znajomości Tory, a w mniejszym stopniu Talmudu, do którego Zolli miał chyba dość sporo dystansu, wykraczają jednak daleko poza jego własną religię, sięgając zarówno do nauk filozoficznych, które później Zolli studiował, jak i do religii chrześcijańskiej, którą znał całkiem dobrze, wychowując się wśród licznych w Galicji rodzin katolickich. Zostawiając jednak z boku jego intelektualne refleksje, to co jest tak niesamowicie namacalne w tej autobiografii, to nie tyle ciąg intelektualnych rozumowań, ile opisy przeżyć wewnętrznych, które pokazują jego niesamowitą miłość do Boga.

Wiele mi to daje do myślenia – m.in. pod względem tego, jak sama przeżywam relację z Bogiem i jak bardzo świętość Zollego obnaża moje braki.

No właśnie, świętość. Najbardziej uderza mnie w tej autobiografii świętość jej autora, a także świętość bijąca z opisów jego żydowskiej matki. Celowo używam tu tego słowa, które wielu z nas kojarzy się raczej wyłącznie z kategorią chrześcijańskiej świętości. (Nomen omen, w judaizmie, świętym może być tylko Bóg, natomiast to, że my odnosimy ten termin także do ludzi, pochodzi już z wczesnego chrześcijaństwa, które uznając udział wszystkich ludzi w synostwie Chrystusa, przypisuje świętość także nam wszystkim jako współodkupionym w Chrystusie.) To, co nazywam świętością Zollego, jest tak naprawdę tym rozumieniem, które podkreśla udział człowieka w życiu Bożym. To jest coś, co emanuje z jego autobiografii w sposób tak niezwykły i silny, że trudno przejść obok tego obojętnie. Pokazuje to także jak bardzo Bóg jest obecny w życiu wszystkich ludzi, niezależnie od religii. Wystarczy żywe, tętniące pragnienie Go, miłość, która wypełnia duszę, a wówczas – nawet jeżeli nie znamy Imienia Tego, który przyszedł do nas, abyśmy mogli poznać Go – Bóg przychodzi do nas w swym Duchu.

Właśnie, w Duchu. Jutro święto Zesłania Ducha Świętego i choć oczywiście jest to chrześcijańskie święto – choć wywodzące się przecież z żydowskiego Święta Namiotów, czyli wspomnienia nawiedzenia Izraelitów na pustyni przez Bożego Ducha, to jednak Duch wieje, kędy chce, a szum Jego słychać wśród licznych narodów, języków i religii. Duch pragnie wszędzie objawić Chrystusa, ale przychodzi w lekkim powiewie, z miłością i szacunkiem wobec naszego pochodzenia, naszych przekonań i działa bez pośpiechu. W gruncie rzeczy, to nasza ludzka cecha, że chcemy wszystkich szybko i bez dyskusji przekonać do swoich racji. Ewangelizacja powinna się dokonywać tak jak działa Duch, który pociąga nas ludzkimi więzami, a są to więzy miłości.

Takimi właśnie więzami Bóg pociągał Zollego, którego dusza była tak niezwykła i pełna Jego światła. Muszę tu po prostu spisać dwa fragmenty jego książki, które ukazują głębię tak niezwykłą, jaką można znaleźć chyba tylko u największych mistyków chrześcijańskich. Fascynujące są dla mnie takie lektury, dzięki nim widać jak Bóg przenika wszystko i wszystkich, jak jest źródłem i istotą wszelkiej miłości, zarówno tej zwykłej, prostej, jak i tej skierowanej ku Bóstwu, którego Imię nie zawsze jest znane. Pamiętam jak kiedyś oglądałam film o muzułmanach i wypowiadała się w nim muzułmanka, opowiadając o Bogu – którego ona rozpoznawała jako Allaha, a jej słowa i bijąca z nich miłość była większa niż w niejednym chrześcijaninie. To jest zachwycająco piękna prawda o wszechobecności Boga, o Jego mowie, cichej, która rozlega się w duszach wszystkich ludzi. Ja oczywiście wierzę, że ten Bóg, który przemawia w duszach wszystkich ludzi przyszedł do nas także w ciele, wzywając nas do pójścia za Nim i objawienia Jego Imienia innym. Ale to wezwanie jest dla mnie odpowiedzialnością, i nigdy nie powinno być źródłem poczucia wyższości. Powinniśmy umieć służyć tym, którzy wzywają Boga, choć nie znają Jego Imienia, gdyż ich dusze także wypełnia Jego Duch, czasem nawet bardziej niż nasze.

„Czy wszyscy ludzie czują pustkę w duszy i czy pozbywając się jej, słuchają i przyjmują Jego wezwanie, Jego, który jest daleko i blisko, blisko i daleko? – oto pytanie, które sobie stawiam. (…) Jego głos dochodzi do mnie z daleka; oczekuję tak jak dziewczyna w mistycznej Pieśni nad Pieśniami i słyszę go w górze, nade mną, w powietrzu, jakby na skrzydłach łagodnego wiatru. Także i mnie, jak owej dziewczynie, wydaje się, że słyszę, jak zmierza od strony gór. Nie widzę Go, ale słyszę coraz bliżej, zawsze coraz bliżej. Idę na spotkanie, lecz Go nie znajduję. Czekam, jeszcze czekam, a moje czekanie staje się modlitwą, staje się wołaniem. Wołam Go, Jedynego, którego znam i nie znam. On zbliża się, a oczekiwanie staje się modlitwą jeszcze smutniejszą i żarliwszą. Już nie ja jestem tym, który woła, ale woła Go moja dusza. Ale Kim On jest? Jest zupełnie inny niż ja. To wszystko; poza tym nic nie wiem.

Zbliża się, czuję to. Przechodzi tak, abym Go nie widział. Nasłuchuję uważnie Jego głosu bez żadnego dźwięku… On przemawia tak jak miłość mojej mamy, jak jej smutek. Nawet nie szeptem.

Żadnej wizji, żadnego głosu. Może tylko jedno słowo, jedna sylaba, jeden jęk, jedno z tych, które wymykają się raz tacie, raz mamie. Nic, właściwie nic. Wówczas…

– Czy zatem czekam na to nic? – pytam sam siebie, a głos z głębi odpowiada:

– Nie, ty oczekujesz wszystkiego, i w tym jesteś cały ty…

– Ja w Nim? – kontynuuję dialog.

– Tak, ty w Nim, kiedy On jest w tobie.

– Wtedy nasłuchuję, oczekując Jego i mnie samego?

– Oczywiście, twoje prawdziwe „ja”, które nauczysz się poznawać jest w Nim. On daje ci się w tobie samym.”

„Czuję Boga. Czy Go kocham? Tego nie wiem. Być może, lecz szukam Go całym sercem, budzę ze snu swoje serce. Istnieje siła spójności, która zespala korzeń rośliny z ziemią, wodę deszczową z ziemią, gwiazdy z niebem, raz jaskrawo czerwonym, raz jasnozielonym i krople rosy przytwierdza do suchej trawy, co skłania mnie do zerwania kilku kwiatów, by ofiarować je mojej kuzynce, która z sentymentem wygrywa na pianinie rosyjską piosenkę Oczi cziornyje. Zawsze i wszędzie istnieje dążenie do zjednoczenia, świadomość ukrytej i silnej jedności, pragnienie wzajemnego przenikania się i łączenia, pragnienie miłości, miłości w nas, pragnienie woli i potęgi miłości, ponieważ urodziliśmy się z miłości, dla miłości żyjemy i umieramy.

Jest taka siła, która w dziwny sposób popycha jednych ku drugim: zbliżają się poprzez miłość i rozchodzą się przez nienawiść, szukają się i spotykają… Oto, zobacz w locie dwa białe motyle… widzisz? (…)

W naturze jest równocześnie (…) i płacz, i śpiew. (…)

Zarówno w śpiewie jak i w płaczu duszy jawi się tęsknota za Jednością złamaną, tą Jednością, której nie umiem nazwać inaczej jak tylko… Bóg.”

„Czuję, że Ktoś mnie woła głosem dochodzącym z daleka, jakby z nieskończoności. Mogę tylko przeczuwać, Kto mnie słyszy i Kogo ja słyszę, od Kogo jest… Prawdziwe twoje imię: Jhwh, imię niewypowiedziane. Byt. Ten, Który z pewnością jest. On jest, a ja jestem o tyle, o ile On jest. Gdyby Jego nie było, nie istnielibyśmy. On musi być. Gdyby nie było słońca, jego promienie nie oświetlałyby ziemi, i teraz rozumiem, dlaczego starożytne ludy czciły słońce. Psalmista nie waha się powiedzieć: „Pan jest moim światłem” [Ps 27,1].

(…).

On przemawia w samotności i w spokoju łąk.

On mówi… On woła.

Tylko On.”

Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Byłem rabinem Rzymu…” Eugenio Zolli, Wydawnictwo Salwator 2007, przekł. Władysław Węglarz SDS

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s