Złośnica

Jestem cholerykiem. Zawsze tak o sobie sądziłam, wydawało mi się, że złoszczę się dużo i gwałtownie i to właśnie jest determinantem mojego temperamentu. Podejmowałam różnorakie wysiłki, by nauczyć się niejako z tą złością sobie radzić. Zazwyczaj kończyły się one fiaskiem, aż oto nagle z zadziwieniem stwierdzam, że coś, co kiedyś postrzegałam jako mój problem ze złoszczeniem się, minęło. I to bynajmniej nie dlatego, że stałam się oazą spokoju w stylu zen. Problem złości zniknął jako problem, a nie jako fakt występowania chwil złości. Jeżeli teraz czasem myślę o sobie jako o choleryku (co zresztą wcale nie jest moim głównym typem temperamentu, jak się okazuje) to raczej ze względu na gwałtowność z jaką przeżywam różne – także te dobre i piękne emocje. A to, że także trudne emocje przeżywam z dużą siłą jest już naturalnym efektem tego typu emocjonalności.

Teraz widzę, że problemem wielu ludzi, którzy postrzegają złoszczenie się w kategoriach jakiejś swojej wady, jest właśnie to, że widzą w tym swoją cechę, a nie objaw czegoś zasadniczo głębszego. Na różnego rodzaju warsztatach czy kursach psychologicznych często się mówi o tym, że złość jest ważną emocją, bo mówi nam coś o nas samych, najczęściej o tym, że coś stanowi dla nas problem. Ale mam też poczucie, że tego typu informacje to jest dopiero pierwszy – choć niezwykle istotny oczywiście – krok na drodze do przepracowania swoich wewnętrznych problemów. Może odnoszę takie wrażenie stąd, że najczęściej mówi się o tym odnośnie przeżywania złości wobec własnych dzieci czy też odnośnie tego jak mamy pomóc dzieciom radzić sobie ze złością. I oczywiście łatwo zinterpretować fakt, że moje dziecko mnie złości w tym duchu, że właściwie to jestem przemęczona i powinnam zająć się sobą. To dla wszystkich jest w miarę jasne.

Ale kluczowe jest spojrzenie na złość, która rodzi się we mnie w relacjach z innymi dorosłymi, bo mówi mi ona o znacznie głębszych problemach niż tylko brak snu. Jeżeli złości mnie sąsiad, członek rodziny, kolega z pracy czy prezenter w telewizji to mimo wszelkich nauk odnośnie źródeł złości, najczęściej nie jesteśmy już skłonni tego interpretować jako objaw własnego problemu, tylko jako problem sąsiada, członka rodziny, kolegi z pracy albo prezentera. Bo przecież to on/ona zrobił coś, co mnie ma prawo obiektywnie złościć. I oczywiście choć ludzie niejednokrotnie robią rzeczy złe w sensie obiektywnym, nieraz nawet wprost moralnie złe, to fakt, że mnie to złości, nadal jest moim problemem – to znaczy mówi coś o mojej własnej niedojrzałości.

I tu chciałabym przejść z rozważań raczej psychologicznych w stronę bardziej duchową. Nie da się podważyć tego, że w sferze zewnętrznej wobec mnie samej może dokonywać się zło – coś obiektywnie złego. Jednak fakt, że rodzi to moją złość, niechęć czy żal jest jednak nadal moim problemem, to znaczy objawia ona moją własną słabość. Możemy mówić oczywiście o czymś takim jak uzasadniony gniew na zło – ale złość jako coś, co skłania mnie do agresji (choćby pozostała ona niewyrażona i stłumiona) ukazuje moje własne braki i niedostatki. Dlatego poradzenie sobie ze złością ostatecznie nie jest kwestią opanowania techniki (oddychania czy czegokolwiek innego), tylko spojrzenia w głąb siebie, by ujrzeć te obszary, które w gruncie rzeczy świadczą o braku mojej dojrzałości i tylko to spojrzenie w głąb może pozwolić mi się przemienić.

Nie chodzi mi tu bynajmniej o to, że mamy zająć się tylko sobą i nie zmieniać świata wokół nas, jeżeli dostrzegamy w nim obiektywne zło. Ale czym innym jest działać na rzecz usunięcia pewnego zła, które się dzieje, kiedy wewnątrz jestem pełna pokoju, a czym innym jest walczyć ze złem, kiedy jest się pełnym wściekłości. Wtedy lepiej zająć się najpierw sobą i tym, co we mnie stanowi problem. I nie chodzi mi o coś, co najczęściej jest pobieżnym rozumieniem słów Jezusa o belce w moim oku, którą mam się zająć zanim się zajmę drzazgą w oku bliźniego – czyli o to, że nie mam prawa kogoś sądzić (to bez wątpienia), dopóki nie jestem krystalicznie czysta (czyli w zasadzie nigdy). Chodzi mi o to, że w gruncie rzeczy, dopóki nie jestem wewnętrznie dojrzała (czyli pełna pokoju), to i tak nie poradzę sobie ze złem wokół siebie; sądzę wręcz, że jest wówczas większe ryzyko, że ogólnie pomnożę wokół siebie zło.

Problem radzenia sobie ze złością jest zatem bardzo głębokim zagadnieniem – bo czy złości mnie ktoś bardzo mi bliski, czy polityk, którego oglądam w telewizji, to ta złość obnaża moje własne niedostatki. Mogę dać się tej złości ponieść w – czasem słusznym, a czasem nie – mniemaniu, że przecież mam rację i że doświadczam, osobiście lub choćby tylko jako obywatel, obiektywnego zła. Ale taka droga prowadzi mnie tylko do konfliktu albo do hejtu. A żadna z tych dróg nie jest dobra. Nigdy nie uwierzę, że jakiekolwiek działanie, mające rzekomo prowadzić do eliminacji doświadczanego zła, zrodzone pod wpływem złości przyniesie ostatecznie dobro.

Jeżeli zatem coś rodzi moją złość, to powinnam przede wszystkim przyjrzeć się sobie, by dostrzec co i gdzie mnie tak naprawdę boli. Jaka jest najgłębsza przyczyna moich emocji. To jak z tymi kłótniami małżeńskimi o za słoną zupę. Problemem nigdy nie jest za słona zupa, tylko najczęściej brak jakiego doświadczam w danej relacji. Ale jeżeli doświadczam braku czy ostatecznie nie mam się prawa złościć? Jeżeli – rozważając najpoważniejsze braki – czuję się dogłębnie niekochana, to nie mam prawa przeżywać złości np. na rodzica lub małżonka, czy też innej osoby, której miłości pragnę?

Na pewno taka złość jest naturalna, ale ona ostatecznie też jest moim problemem. Wiele się teraz mówi o dążeniach do wolności i niezależności, z jednoczesnym upatrywaniem większości problemów i zranień w dzieciństwie i braku pełnej miłości ze strony rodziców. Tylko że, według mnie, prawdziwa wolność i niezależność, polega na odkryciu, że ostatecznie mogę przebaczyć sama z siebie, że jestem wolna, niezależna i dojrzała i tak na dobrą sprawę ta miłość nie jest mi do życia potrzebna. Brzmi to może pejoratywnie – ale nie chodzi o to, że ta miłość jest mi obojętna (byłoby raczej podejrzane, gdyby była), ale że jako osoba jestem pełna, nawet wówczas gdy tej miłości ostatecznie nie doświadczam. Dopiero gdy doświadczę pełni siebie jako osoby, która jest wolna i której nie rani brak miłości innych osób – choćby tych najważniejszych – to mogę nareszcie być wolna także od własnej złości. Brzmi to idealistycznie, nie wiem czy istnieją osoby, które byłyby tak całkowicie dojrzałe, pełne pokoju – święte w gruncie rzeczy – by nigdy nie odczuwać zranienia i wynikającej z niego złości. Bo ostatecznie każda złość wynika ze zranienia wewnętrznego i powinna być dla mnie źródłem autorefleksji nad tym, jakie zranienia w takim razie we mnie tkwią.

I w tym właśnie sensie, nie postrzegam już złości jako czegoś, co mnie determinuje. Dalej zdarza mi się ją przeżywać – choć im dłużej pracuję nad swoimi emocjami w kluczu rozumienia ich jako wskazówek, które ukazują mi moje własne braki, zdarza się to jednak coraz rzadziej.  Ale nawet kiedy się zdarza, wiem, że to nie jest moja cecha, coś, od czego jestem zależna. Ja jako osoba zawsze pozostanę ponad tym i dlatego jestem wolna. Mogę sobie ze złością radzić w danej chwili lepiej lub gorzej, ale nie powinnam pozwalać jej być częścią siebie. A kiedy działam pod wpływem złości – choćby zdawałoby mi się, że robię to, by usunąć jakieś zło – to właśnie czynię ją częścią mojej osoby i ostatecznie pozostaję jej niewolnikiem.

I to chyba w ogóle jest istotą problemu wolności vs grzechu? To nie możliwość wyboru dobra lub zła daje mi wolność. To wolność od zła jest prawdziwą wolnością. Grzech tak jak złość zniewala mnie jako osobę, bym działała pod jego wpływem. Dopiero gdy jestem pełna pokoju mogę działać na rzecz tego, by pomnożyć w świecie dobro i usunąć zło. I tak samo, gdy jestem wolna od grzechu, mogę rzeczywiście wybierać w wolności to, co prowadzi mnie ku większemu dobru.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s