Poprzez słowo

Ujrzał i uwierzył – chyba każdy z nas pragnąłby doświadczyć czegoś takiego. Ujrzeć, zobaczyć, doświadczyć Boga i wtedy wiedzieć już na pewno, bez żadnych wątpliwości. Wtedy – myślimy sobie w głębi ducha – już nigdy byśmy nie zwątpili.

A jednak choć doświadczanie działania Boga w życiu czy Jego obecności w trakcie modlitwy jest możliwe, o tyle jest jednocześnie bardzo ulotne i niepodpadające pod żadne mierzalne kategorie.

Bóg nie chciał jednak i nie chce, aby wiara ludzi pochodziła z bezpośredniego objawienia Jego osoby. Jak pisze Romano Guardini „Objawienie, dokonujące się w ten sposób byłoby bardzo wielkie; a zgodnie z tym co odczuwamy mimo woli, byłoby właściwie najbliższe. Jednakże objawienie nie dokonało się w ten sposób. Przede wszystkim dlatego, że Bóg nie chciał. (…) Bóg chciał, by dokonało się ono poprzez słowo.”

„Na początku było Słowo (…)” – to najsłynniejsze ze zdań Ewangelii dokładnie nam o tym mówi. Ale choć zdanie to brzmi pięknie i na stałe weszło już do naszej kultury, to jest w zasadzie bardzo zagadkowe. Czym właściwie jest słowo i dlaczego Bóg objawia się poprzez nie?

Słowo jest podstawą komunikacji międzyludzkiej. Możemy się oczywiście posługiwać mimiką czy gestykulacją, ale to słowa w najgłębszy sposób przekazują to, co się dzieje we wnętrzu człowieka. Słowo jest tym, co uzewnętrznia moje doświadczenie i umożliwia przekazanie go innej osobie, tym samym odrywając je od czystego subiektywizmu i nadając mu swoisty byt poza mną jako osobą. Guardini dalej pisze:

” (…) słowo miało dotrzeć do słuchacza od zewnątrz, za pośrednictwem innego człowieka. Człowiek miał być drogą, na której Bóg chciał dotrzeć do człowieka. Jest to decydujący krok naprzód: poselstwo dociera do mnie z rzeczywistości i zdarzeń – z historii. Teraz słowo otrzymuje nową witalność: ową żywotność innego człowieka. Jego doświadczenie brzmi również w tym słowie. Jego wzruszenie mnie porusza, jego gotowość wstrząsa mną, jego wiara budzi moją wiarę. Jednak to on mówi, a nie ja. Jest to ktoś inny, obcy, a wobec obcego budzi się we mnie natychmiast uczucie dystansu, a może nawet opozycji lub niechęci.

Tu rozpoczyna się wielki problem wiary: poznawać Boga w słowie innego człowieka.”

Zachwyca mnie sposób w jaki Guardini ujmuje tę prostą prawdę. Bóg przychodzi do mnie poprzez słowo innego człowieka. W pierwszej kolejności jest to słowo, które pochodzi od Człowieka – Jezusa Chrystusa. I już ten moment narażony jest na trudności, bo dlaczego Bóg przyszedł do mnie właśnie w ten sposób? Poprzez człowieka? Ale to jest dopiero początek, bo Wcielenie ukazuje nam tylko, że dalej Chrystus też przychodzi przez ludzi – tych maluczkich, więźniów, nagich i spragnionych, ale nie tylko. Wspólnota ludzi wierzących – nieogarniona w swej różnorodności – ukazuje nam, że przychodzi także poprzez tych słabych, grzesznych, niemądrych.

Zbawienie jest oczywiście sprawą indywidualną, ale drogą, która prowadzi do zbawienia jest drugi człowiek. Dlatego wiara może żyć pełnią życia tylko gdy wyznaję ją pośród innych ludzi. Gdy chodzę do Kościoła, gdy słucham niezbyt mądrego kazania, gdy staruszka obok mnie kicha i ciągle chrząka, gdy dwie ławki obok stoi sąsiad, który pali śmieci w kominku i truje powietrze. Wtedy gdy dalej stoję tam, gdzie stoję, wtedy moja wiara wzrasta. Bo dopiero wtedy nie tylko żądam, nie tylko stawiam warunki, które inni mieliby spełniać. Wtedy jestem wezwana, by ich kochać pomimo wszystko.

A skąd wiem, że jeżeli zniosę to wszystko, jeżeli wzniosę  się ponad moje oczekiwania i sądy, to Bóg nie przyjdzie do mnie właśnie poprzez tę niechcianą, nielubianą osobę? Że w jej słowie usłyszę Boże wezwanie? Łatwo jest dosłyszeć Boże wezwanie w słowach człowieka świętego – ale czy umiem usłyszeć to wezwanie skierowane do mnie w osobie człowieka, którego nie lubię albo którego zachowaniem jestem zgorszona? Bóg wzywa mnie do miłości, a miłość ta jest otwartością na drugiego człowieka, jest wiarą w to, że w nim, w jego osobie, w jego słowach, przemawia do mnie Bóg. I im większy grzesznik, gorszyciel czy głupiec stoi przede mną, tym większa miłość jest ode mnie wymagana, ale tym większa może być moja wiara.

Dlatego Kościół zawsze podkreślał nieodzowność wspólnoty wierzących dla zbawienia indywidualnego. Bo ta wspólnota wiernych – zwłaszcza wtedy gdy jest słaba i grzeszna – stanowi dla mnie wezwanie do miłości. Dlatego nigdy doczesnym celem Bożym nie było, aby w Kościele mieli być tylko ludzie święci i nieskalani. Fakt, że w Kościele jest tyle zgorszenia powinno być dla mnie jako osoby wierzącej wezwaniem do jeszcze większej miłości. Porzucenie Kościoła z powodu zgorszenia jakie w nim odnajduję, jest pójściem za tym co dla mnie ważne, co mi się wydaje lepsze i fajniejsze. Ale to nie przyczynia się do wzrastania w miłości. Bo znajomych, przyjaciół albo nawet inne wyznanie mogę sobie wybrać takie, jaki mi się podoba, ale wtedy realizuję siebie, a nie chrystusowe wezwanie do miłości. Fakt, że Kościół jako wspólnota jest nam niejako narzucony, stawia to żądanie do wyzbycia się swojego egoizmu i poszukiwania tylko grupy ludzi, którą lubię, bo spełnia moje oczekiwania.

Pod tym względem Kościół przypomina rodzinę – jest to wspólnota nam dana – a nawet zadana, której nie możemy wybrać i którą jesteśmy wezwani przyjąć i kochać taką, jaką jest. Możemy ją próbować zmienić – na dobre. Ale ostatecznie tak jak w rodzinie są ludzie nam bliscy, a także tacy, którzy są dla nas trudni – tak w Kościele jest wiele osób i zwyczajów, które mogą być dla nas trudne – a my jesteśmy wezwani do tego, by ich kochać.

O sensie wyznawania wiary we wspólnocie pięknie napisał Czesław Miłosz w Traktacie teologicznym:

(…)

Ale jest mi dobrze w modlącym się tłumie.

Ponieważ oni wierzą, pomagają mi wierzyć

w ich własne istnienie, istot niepojętych.

 

Pamiętam, że zostali stworzeni niewiele niższymi

od niebieskich mocy.

 

Pod swoją brzydotą, piętnem ich praktyczności,

są czyści, w ich gardłach, kiedy śpiewają,

pulsuje tętno zachwytu.

(…)

Naturalnie, jestem sceptyczny, ale razem śpiewam,

pokonując w ten sposób przeciwieństwo

pomiędzy prywatną religią i religią obrzędu.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s