Są takie chwile

Są takie chwile, których nie da się zapomnieć do końca życia, które powracają jak film, wyświetlany przed oczyma duszy. Niektóre – gdy życie dochodziło swej pełni – porywają swym pięknem, a niektóre przejmują grozą do szpiku kości.

Dla mnie na zawsze takimi chwilami pełnymi grozy pozostaną te, które przeżyłam w zeszłym tygodniu. Bo – choć wszystko się dobrze skończyło – nie ma dla rodzica chyba straszniejszych chwil w życiu niż te, gdy życie własnego dziecka jest zagrożone… A tak właśnie było, gdy tydzień temu nasza maleńka, niespełna miesięczna, córeczka dostała bezdechów w nocy. Nad ranem patrzyłam przez szybę inkubatora na jej maleńkie, bezładne ciałko i na jej delikatną skórę, która co chwila szarzała z braku tlenu. I mimo, że teraz jest już dobrze, to obrazy tamtych chwil ciągle do mnie wracają. Może właśnie dlatego potrzebuję je spisać – w jakimś sensie uzewnętrznić, oddzielić od siebie. Ale to chyba na próżno. Mam dojmujące wrażenie, że nie jestem już tą samą osobą, którą byłam jeszcze dziesięć dni temu. Jakby rzeczywistość, której doświadczyłam wyryła się rylcem w moim sercu.

Takie doświadczenie pozwala jednocześnie dostrzec jak bardzo codzienność jest ślizganiem się po powierzchni życia. Wszystkie nasze problemy, troski, pragnienia są tylko muśnięciem życia. Trzeba się z wszystkiego ogołocić, wyzbyć, by dotknąć tego, co jest samym Życiem. To straszne, że najczęściej dopiero takie przymusowe ogołocenie poprzez cierpienie wybudza człowieka z sennej mary codzienności.

W tamtych chwilach w szpitalu tak bardzo trudno było mi się modlić. Dodawała mi sił jedynie świadomość jak wiele osób modli się za nas. Dlaczego jednak w tych chwilach, gdy wydaje się, że Bóg się ukrył, aż strach prosić o cokolwiek? Czy z lęku, że nie zostanie się wysłuchanym, że cały gmach wiary, który wydaje się na codzień taki trwały i pewny, runie jak zamek z piasku? A jednak wiem, że właśnie wtedy, w tych najtrudniejszych chwilach, Boża miłość otulała mnie jak ciepły koc i pozwala trwać dalej, pomimo bólu.

Najbardziej był On przy mnie wówczas, gdy lekarze zaczęli wspominać, że być może przyczyną bezdechów jest wada serca, a ja (niezbyt mądrze kiedyś czytałam długą historię chłopca z wadą serca, który przeżył wiele operacji i pół życia spędził w szpitalu) tak bardzo się wówczas przestraszyłam i pomyślałam, że nie jestem na to gotowa, że nie dam rady, że mam jeszcze czwórkę dzieci i życie w szpitalach nie da się pogodzić z troską o rodzinę. A potem zdałam sobie sprawę, że kocham moją małą dziewczynkę taką jaką jest – a to oznacza dla mnie nie tylko kochanie jej jako osoby, ale także przyjęcie wszystkiego co jej los przyniesie dla mnie, a więc także choroby, choćby i ciężkiej. A więc jeżeli ją kocham, to muszę zaakceptować cały jej los. Spojrzałam wtedy na nią – leżała taka skulona, szara, z krwią wyciekającą jej z nacięć, które zrobiono w szpitalu – i nagle poczułam, że chcę. Chcę jej z wszystkim co może się dalej wydarzyć. Nawet jeżeli miałabym ją stracić – to wiedziałam, że nigdy bym nie oddała tych krótkich chwil jej życia, nawet za cenę całego bólu, który byłby mi wówczas oszczędzony. Myślę teraz o tym, że jeszcze rok temu ona w ogóle nie istniała, a teraz całe moje życie zamknęło się w tych chwilach, w których jej życie było zagrożone. Ale jeżeli miała zagasnąć jak gwiazda, to nigdy bym nie pożałowała, że rozbłysła na moim nieboskłonie i swym światełkiem opromieniła moja życie. Jak to jest możliwe, że miłość – tak nagła i niespodziewana – przemienia tak całkowicie?

Jej życie trwa, ale to ja narodziłam się na nowo.

PS. Przy okazji dziękuję wszystkim tym, którzy łączyli się z nami w modlitwie za naszą dziewczynkę. Ostatecznie żadne badanie nie wykazało nic i stwierdzono, że podłożem bezdechów była atypowa infekcja o nieznanej etiologii, która spowodowała, że gęsta wydzielina zatkała oskrzela – choć rentgen nie wykazał ani zapalenia oskrzeli ani płuc. Po 12 godzinach ciągłych bezdechów, nasza córeczka ozdrowiała nagle i od godziny 14 nie wystąpił już żaden bezdech. Lekarze stwierdzili, że nie są w stanie wytłumaczyć dlaczego tak się stało, bo lek – tzn. antybiotyk, podany po zrobieniu badań pod kątem wady serca oraz zapalenia opon mózgowych – został jej podany dopiero o godzinie 15.

2 uwagi do wpisu “Są takie chwile

  1. Małgosiu, czytam ze ściśniętym gardłem. ..
    Cieszę się z Tobą, że te ciężkie chwile juz za Wami i życzę już teraz tylko szczęśliwych chwil z Maleńką 😘
    Ściskamy mocno.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s