Poprzez czas tylko… cd.

Pisałam ostatnio o tym, że indywidualny ludzki byt – mój byt – domaga się istnienia Boga, które utwierdza – a może można powiedzieć niemal kolokwialnie – utrwala mój byt i każde moje doświadczenie, każdą moją myśl i pragnienie w Sobie. Bez tego odniesienia do Absolutu życie rozpada się na kawałeczki, w których każda chwila pozostaje ulotna i jest na zawsze tracona, a moje przeżycia wewnętrzne, nigdy nie uzyskawszy uzewnętrznienia, nie posiadają w ogóle swej racji istnienia. Tym samym ja wraz z moją świadomością jestem tylko chwilą (pisałam już o tym kiedyś w wierszach Popołudniem oraz pamięć niezaspokojona).

Wkrótce potem natrafiłam na znany wiersz Czesława Miłosza Oeconomia Divina i zdałam sobie sprawę, że ukazuje on dokładnie to samo – tylko, że z perspektywy nie indywidualistycznej, ale ogólnoludzkiej. I co ciekawe, też zawiera w sobie motyw Sądu, jako czegoś co jest nam potrzebne do istnienia, gdyż ukazuje Prawdę jako podstawę bytu, nadając sens wszelkim działaniom, myślom i pragnieniom. Sąd pojmowany w ten sposób nie jest tylko chwilą, w której decydują się losy wieczności – zwłaszcza w najbardziej banalnym uproszczeniu z podziałem nagroda/kara. Tak rozumiany Sąd jest w gruncie rzeczy spojrzeniem Boga na człowieka – w całej jego pełni uczuć, myśli, działań; jest spojrzeniem przenikającym do najbardziej ukrytej głębi duszy. W tym sensie jest to oczywiście także spojrzenie osądzające, ale poprzez osąd ostatecznie uwalniające, bo czymże jest pełen miłości sąd nad nami, jak nie ostatecznym uwolnieniem od poczucia winy? (Osobnym zagadnieniem jest sytuacja, w której człowiek nie chce uznać swojej winy – a zatem odrzuca także ofiarowane miłosierdzie.) Człowiek potrzebuje owego spojrzenia Boga (Oko Boga), które nadaje sens i znaczenie każdej chwili życia. Pozbawiony wiary w istnienie Boga, a zatem w Jego miłujące spojrzenie, człowiek rozpada się wewnętrznie, tracąc ostatecznie rację własnego istnienia.

Czytając wiersz Miłosza, napisany zresztą w 1973 roku, mam dojmujące wrażenie, że zawiera on w sobie też coś proroczego, dlatego postanowiłam go tutaj przywołać. Zresztą lepiej oddać w tych wypadkach głos wybitnemu poecie, zwłaszcza, że spojrzenie z perspektywy ogólnoludzkiej – versus indywidualistycznej – jest też niezwykle pouczające.

OECONOMIA DIVINA

Czesław Miłosz

Nie myślałem, że żyć będę w tak osobliwej chwili.
Kiedy Bóg skalnych wyżyn i gromów,
Bóg Zastępów, kyrios Sabaoth,
Najdotkliwiej upokorzy ludzi,
Pozwoliwszy im działać jak tylko zapragną,
Im pozostawiając wnioski i nie mówiąc nic.
Było to widowisko niepodobne, zaiste,
Do wiekowego cyklu królewskich tragedii.
Drogom na betonowych słupach, miastom ze szkła i żeliwa,
Lotniskom rozleglejszym niż plemienne państwa
Nagle zabrakło zasady i rozpadły się.
Nie we śnie ani na jawie, bo sobie odjęte
Trwały jak trwa to tylko, co trwać nie powinno.
Z drzew, polnych kamieni, nawet cytryn na stole
Uciekła materialność i widmo ich
Okazywało się pustką, dymem na kliszy.
Wydziedziczona z przedmiotów mrowiła się przestrzeń.
Wszędzie było nigdzie i nigdzie, wszędzie.
Litery ksiąg srebrniały, chwiały się i nikły.
Ręka nie mogła nakreślić znaku palmy, znaku rzeki, ni znaku ibisa.
Wrzawą wielu języków ogłoszono śmiertelność mowy.
Zabroniona była skarga, bo skarżyła się samej sobie.
Ludzie, dotknięci niezrozumiałą udręką,
Zrzucali suknie na placach żeby sądu wzywała ich nagość.
Ale na próżno tęsknili do grozy, litości i gniewu.
Za mało uzasadnione
Były praca i odpoczynek
I twarz i włosy i biodra
I jakiekolwiek istnienie.

 

 

Berkeley, 1973

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s