Poprzez czas tylko…

…zwycięża się czas.

To chyba moje ulubione zdanie z Czterech kwartetów Eliota. Zawsze przenikała mnie silnie świadomość istnienia w czasie. Upływ czasu, utrata tego co jest, w to, co już było. Nieuchronność praw przemijania. Ulotność doświadczania życia. Zawsze mnie to poruszało. Byt człowieka, tak bardzo przemijający i kruchy domaga się wieczności. Skandalem dla mnie jest myśl o tym, że wszystko, czego doświadczam, miałoby odejść do nicości. Życie jest na to zbyt piękne.

I to właśnie piękno życia, moc miłości, radość dnia codziennego są według mnie najsilniejszymi argumentami za istnieniem Boga i za wiecznością. Życie, któremu nieprzemijającego istnienia nie nadawałby właśnie Bóg, byłoby okrucieństwem przez swą przemijalność. Tylko fakt istnienia Boga czyni moje tu i teraz nie tylko znośne, ale wspaniałe, przecudowne. To istnienie Boga sprawia, że kruchość życia zmienia się w wieczne teraz. W Bogu nic nie ulega zatraceniu, ani jedna myśl, ani jeden poryw serca, ani jedna chwila, kiedy piękno życia przenika do szpiku kości.

Chrześcijaństwo wcale nie jest religią, która wynosi wartość życia po śmierci ponad życie doczesne. Chrześcijaństwo ukazuje nam Boga, który życie doczesne czyni pięknym i jednocześnie wiecznym już tutaj na Ziemi przez sam fakt Swego istnienia. Dlatego człowiek tak bardzo potrzebuje Sądu, który ujawni zamysły serc wielu. By nawet ludzkim pragnieniom – niewypowiedzianym – nadać prawdziwy byt. To dopiero jest rzeczywistym wywyższeniem człowieka ponad wszystkie inne istoty – by każda nasza myśl, każde nasze pragnienie zaistniało, zostało wypowiedziane przez Boga Jego Słowem, które stwarza.

Ja nie mogę się zgodzić na istnienie, które przemija. Na myśli i porywy serca, które nawet nie mają szansy zaistnieć, bo pozostają w ukryciu. Cała moja egzystencja domaga się Bytu, który ją utwierdzi. Który nada jej nieprzemijającą wartość. Bez tego, wszystko – wszystkie moje przeżycia i doświadczenia, myśli i pragnienia, uciekają tylko w pustkę. Są tylko chwilą, która mija.

Gdzieś w tym wszystkim rodzi się pytanie o cierpienie. Bo jeżeli istnienie Boga uobecnia każdą chwilę i myśl, to czyż nie uobecnia też cierpienia? Z pewnością, ale właśnie przez to nadaje mu sens. Gdyby moje cierpienie było tylko chwilą, która ginie w czasie, bez ładu i sensu, to życie nie miałoby w ogóle sensu. Ale przez to, że to cierpienie – jak wszystko – istnieje wciąż w wieczności, przez to nabiera też sensu wiecznego. To nie łagodzi bólu, ale nadaje mu znaczenie, które jest nam, jako istotom rozumnym, tak bardzo potrzebne. Być może jego rzeczywisty sens ujawni się dopiero w wieczności, ale już tu i teraz możemy w ciemności wiary wpatrywać się w Chrystusa, który wraz z nami cierpi także w chwili obecnej.

 

 

pamięć niezaspokojona kołacze metal

rozbrzmiewa echem w pustce żyją zjawy

których nie ożywi pragnienie serca bijącego

rytm innego życia i tęsknoty

dojmującej

miąższ pomidora spływający z kącika

ust słowa niewypowiedziane zatrzymane z lęku

przed grozą miłości nie zaistniały tylko mózg

dudni synapsy napinają się by nadać byt

 

bo świat to za mało by starczyło życia

puste serce pozostanie wypełnione

krzykiem

o sąd co wyjawi zamysły serc nada

istnienie

które nie przeminie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s