Moc wiary

W moich dwóch poprzednich postach, pisałam o przemieniającej mocy wiary, a w szczególności o postawie dziękczynienia. I akurat w ostatnią niedzielę odczytywana była Ewangelia o dziesięciu trędowatych, którzy zostali uzdrowieni, ale z których tylko jeden powrócił do Jezusa, żeby podziękować. W odpowiedzi słyszy „Twoja wiara Cię uzdrowiła”.

Słuchając tej Ewangelii, można by zadać sobie pytanie: a co z pozostałymi? Czy oni też nie zostali uzdrowieni? Czy też po tym jak nie powrócili podziękować, choroba powróciła? Z pewnością nie – Bóg przecież nie jest mściwy, jest wcieloną miłością – także dla tych, którzy nie zwracają się do niego z dziękczynieniem. Dlaczego więc Chrystus mówi temu jednemu, że jego wiara go uzdrowiła, skoro pozostali też doznali uzdrowienia, a wiarą się wcale nie wykazali?

W sposób oczywisty Panu Jezusowi nie chodzi zatem o fizyczne uzdrowienie. Wszyscy – i wierzący i niewierzący – doświadczamy w życiu zarówno wiele dobra, jak i wielu trudów. Wiara nie jest prostą drogą do szczęścia, w tym znaczeniu, że nie przynosi ona sama z siebie powodzenia, ani bogactwa, ani zdrowia. Echo krzyku psalmisty, który woła z żalem – dlaczego niesprawiedliwemu powodzi się lepiej ode mnie? – rozlega się często i w naszych sercach.

Jeżeli odczytujemy doświadczenie szczęścia w naszym życiu jako łaskę Boga, to dlaczego zatem łaska ta dotyka także tych, którzy do Boga się wcale nie zwracają? I co to zatem oznacza, że to właśnie wiara uzdrawia?

Pan uzdrawia – to znaczy obdarowuje różnorakimi łaskami – wszystkich, wszystkich w ten sposób chcąc pociągnąć do Siebie. Nieliczni jednak zwracają się do Niego z dziękczynieniem. I to ten moment – moment dziękczynienia – jest prawdziwym uzdrowieniem serca człowieka. Serca, nie ciała. Trędowaty został uzdrowiony nie tylko z trądu – jego serce zostało przemienione w momencie, gdy powrócił do Jezusa. I to to uzdrowienie ma Jezus na myśli, gdy mówi, że jego wiara go uzdrowiła. Warto w tym momencie zauważyć, że w owych czasach, trąd był postrzegany nie tylko jako choroba, ale przede wszystkim jako objaw grzechu, można więc te słowa interpretować w tym kluczu – istotą uzdrowienia z tak rozumianego trądu jest zatem wyzwolenie od grzechu, a nie od samej choroby i to takie właśnie uzdrowienie ma Jezus na myśli.

Wiara uzdrawia serce człowieka, jednak aby to się dokonało, potrzeba spojrzenia na Boga we wszystkich chwilach swego życia, dostrzeżenia tego, że wszystko co mam od Niego pochodzi – wówczas mogę być wyzwolona zarówno od zranień swojej przeszłości, jak i od lęku przed przyszłością (pisałam o tym w poście Budując) i mogę prawdziwie żyć dla Boga. Jednak czy to jest w ogóle możliwe? Tydzień wcześniej była Ewangelia o wierze, która gdyby była jak ziarnko gorczycy, to mogłaby góry przenosić. Jak bardzo zatem słaba jest ludzka wiara – moja wiara – skoro nie mam raczej szans doświadczyć takiej mocy wiary. A jednak wiem, że tak jest – doświadczam, choćby w bardzo skromny sposób – jak każdy, dosłownie każdy akt wiary uwalnia mnie z moich ograniczeń i słabości. Jest ich wciąż bez liku, ale cierpliwość Boga nie ma granic i wiem, że On ciągle mnie wzywa do większej miłości; do tego, bym wciąż wpatrywała się w Jego twarz i czerpała moc z wiary w Jego łaskę.

I wciąż tak pragnę we wszystkim widzieć Jego oblicze. I w promieniu słońca, i w kroplach deszczu spływających po szybie; w uśmiechu dziecka i we własnych łzach; w kolanie zdartym na kamieniu i w przyspieszonym biciu serca; w swym bezsilnym gniewie i w oczach ukochanego człowieka. We wszystkim pragnę widzieć Ciebie, Panie.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s