Szept

 

Moje poszukiwania sensu

odbijają się kolanami od zimnej posadzki,

Myśli błądzą wzdłuż splątanych

rysów marmuru. Szukam odpowiedzi

jasnej i precyzyjnej, światła, które

rozplącze skłębione ścieżki umysłu.

Płomienie świec igrają na marmurze,

chichocząc cicho. Próbuję zamknąć

wewnętrzne ucho na szyderstwo, ale

wiem, że to pułapka, rozum pozostawiony

sobie wędruje do środka po spirali,

której końcem jestem ja, czyli

szaleństwo. Zesztywniałe kolana bolą

i chłód tej posadzki ożywia zapomniane

zmysły. Świeczki powoli dopalają się

i ciemność pełznie ku mnie, kusząc. Tam,

jak huk, rozlega się szept tysiąca głosów,

błagalnych, których zziębnięty oddech

przez setki lat igrał z płomykami. Zamieram,

wsłuchując się w ciemność.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s