Ty i ja. Kryzysy

Każde małżeństwo przeżywa swoje chwile kryzysów. A właściwie powinnam napisać: każde dobre małżeństwo przeżywa swoje kryzysy.

Pamiętam jak przeczytałam podobnie brzmiące zdanie w jakiejś książce o małżeństwie, którą czytałam w trudnych chwilach. Bardzo mi ono pomogło i pozwoliło zrozumieć niezwykle głęboką prawdę psychologiczną, leżącą u podłoża wszystkich związków.

Nie ma co się łudzić, że każdy związek dwojga ludzi jest narażony na liczne nieporozumienia i konflikty – jesteśmy tak różni, pochodzimy z tak różnych rodzin o bardzo różnych zwyczajach, że nie sposób, by te różnice się ze sobą nie ścierały. To wydaje się banałem. Pytanie jednak co my z tym robimy? Czy zamiatamy pod dywan? Czy staramy się nie zważać na różnice? A może jeden z małżonków tłumi swoje uczucia, pod pozorem wielkiej miłości, starając się zapomnieć o sobie?

Ostatecznie żaden z tych sposobów nie jest dobry. Jedyną właściwą metodą radzenia sobie z różnicami – wcale nie muszą to być od razu wielkie konflikty – jest konfrontacja. Najlepiej oczywiście pokojowa konfrontacja, ale prawdę powiedziawszy lepsza jakakolwiek konfrontacja niż żadna. Nie można dla fałszywie rozumianego dobra małżonka tłumić swoich uczuć, bo to wcześniej czy później odbije się rykoszetem. Nie ma sensu też lekceważyć różnic, bo takie lekceważenie nie doprowadzi nas do stopniowego ich ujednolicenia i osiągnięcia prawdziwej małżeńskiej jedności. Wszelkie powstające między nami różnice musimy tak naprawdę ze sobą skonfrontować. Taką już jednak mamy ludzką naturą, że często konfrontacja wiąże się z różnego rodzaju konfliktami czy kłótniami. Zaakceptowanie tego faktu może pomóc nam przejść przez takie kryzysy ze spokojem, bez absurdalnych lęków, że małżonek już nas nie kocha i że zaraz się rozejdziemy. Kiedy spojrzymy na kryzysy jako na pewną konieczność, to będziemy mieli siły, żeby sobie z nimi poradzić. Oczywiście ważne jest, aby uczyć się dobrej komunikacji, która pozwoli nam ze spokojem się ze sobą konfrontować – trochę pisałam o tym w części Ty i ja. Więź. Dobrze jest po prostu pamiętać o tym, że przechodzenie przez takie etapy kryzysów świadczy o tym, że nasza relacja rozwija się prawidłowo; że gdyby tych konfliktów w ogóle nie było, to byłby dopiero powód do zastanowienia się nad tym, co się z nami jako małżeństwem dzieje i dlaczego nieuniknione różnice pomiędzy nami są eliminowane, zamiast być rozwiązywane.

Jest jeszcze drugie spojrzenie na problem kryzysów – w gruncie rzeczy jeszcze bardziej pozytywne, które nie tylko pozwoliło mi kiedyś spojrzeć na kryzys jako na coś po prostu naturalnego i potrzebnego, ale także jako na coś wręcz dobrego. Pamiętam jak przeczytałam w książce o. Mirosława Pilśniaka „Krótka kołdra” o tym, że każdy kryzys jest tak naprawdę znakiem tego, że coś nam w małżeństwie przestaje wystarczać. Że więź, która łączyła nas dotychczas, jest już zbyt słaba jak na nasze pragnienia. Skoro rozwój miłości polega na pogłębianiu więzi małżeńskiej to nieuchronnie dochodzimy do momentu, w którym to, co było, przestaje nam wystarczać, w którym chcemy być bliżej naszego małżonka niż byliśmy dotychczas. Chcemy być bardziej kochani i chcemy kochać jeszcze bardziej. W gruncie rzeczy taki moment, w którym odkrywamy, że czegoś nam w dotychczasowej więzi brakowało jest właśnie momentem kryzysu. Zaczynamy walczyć o to, żeby było lepiej. To często wiąże się z napięciami, zwłaszcza, że natura więzi małżeńskiej jest taka, że często mąż i żona dochodzą do tego samego etapu w tym samym czasie. A więc obydwoje jednocześnie zaczynamy walczyć o więcej miłości. Ścieramy się ze sobą, mamy do siebie pretensje o to, że druga strona kocha nas zbyt mało. Nie dlatego, że rzeczywiście kocha nas mniej niż przedtem. Ale dlatego, że nam to już nie wystarcza, bo pragniemy więcej, mocniej i bardziej. Dążymy coraz silniej do tego, by nasze dusze się zjednoczyły, byśmy byli już naprawdę nie dwoje, a jedno. To jest walka, w której każde z nas musi się zmienić i każde z nas musi z uporem dążyć do tego, by być coraz bliżej tego drugiego. By kochać jeszcze mocniej.

Tym właśnie często jest kryzys. Dla mnie niezwykle ważne jest to, aby umieć tak spojrzeć na wszelkie konflikty. Oraz aby ich wcale nie tłamsić, bo to nie sprzyja rozwojowi naszej miłości. My z każdą chwilą uczymy się coraz lepiej przechodzić takie okresy kryzysów, uczymy się ze sobą rozmawiać ze zrozumieniem i zawsze mieć w świadomości to, że kiedy już wszystko sobie wyjaśnimy będzie lepiej, o wiele lepiej, niż wcześniej.

Ty i ja. Intymnie

Ty i ja. Przyjaźń

Ty i ja. Więź

Ty i ja. Czas

Ty i ja. Odpowiedzialność

 

2 uwagi do wpisu “Ty i ja. Kryzysy

  1. Pingback: Ty i ja. W Chrystusie | TU I TERAZ

  2. Pingback: Ty i ja. Idziemy ścieżką | TU I TERAZ

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s