Lalka

Kiedy byłam dzieckiem marzyłam o tym, by mieć lalkę – piękną lalkę z długimi włosami do czesania, z wydętymi ustami i zadartym noskiem. Potrafiłam długo przypatrywać się stojącym na najwyższej półce w sklepie porcelanowym lalkom.

Nie wiem nawet czy kiedykolwiek zwerbalizowałam to pragnienie wobec jakiejkolwiek dorosłej osoby, która mogłaby je spełnić. Ale z pewnością je zapamiętałam. I teraz, kiedy moja córka kończy właśnie pięć lat, kupiłam jej taką najpiększejszą z możliwych, klasyczną hiszpańską lalkę (ale tak dla wyjaśnienia, jednak nie porcelanową).

W gruncie rzeczy zadaję sobie jednak pytanie dla kogo ją kupiłam? Czy przypadkiem nie dla siebie? Czy nie realizuję swoich marzeń? A może jednak dla córki? Dla córki, na którą ekstrapoluję swoje własne pragnienia i dążenia?

Na wszystko, o co staram się dla swoich dzieci, mogę tak spojrzeć. Czy moje dążenie by moje dzieci nie wsiąkły w zwykły system edukacji, nie jest przypadkiem pochodną tego, że sama nie lubiłam nigdy szkoły i uważałam ją za zmarnowany czas mojego życia?

Ale w takim razie czy moje rodzicielstwo nie jest samorealizowaniem siebie? Tworzeniem człowieka takiego, jakim sama bym chciała być?

Oczywiście, że staram się też wsłuchiwać w moje dzieci, podążać za ich pragnieniami, umiejętnościami itepe, itede. To wszystko jest nie do przecenienia. Tylko że coraz bardziej odkrywam, że tych dwóch dążeń – wsłuchiwania się w dziecko i samorealizowania się w dziecku – w pewnym stopniu nie da się oddzielić. Także dlatego, że pragnę podążać za dzieckiem, pragnę by rozwijało w pełni swe zdolności, ponieważ mi samej w życiu tego zabrakło. Rodzice chcieli za mnie decydować nawet o moich studiach, bez względu na to, czego tak naprawdę chciałam ja sama. W efekcie swoje naturalne pasje i zdolności odkrywam dopiero teraz. Moje podążanie za dzieckiem też jest więc w pewnym sensie nadrabianiem tego, czego sama nie otrzymałam.

A zatem nie da się tego oddzielić.

I prowadzi mnie to do paradoksalnego wniosku.

Czy istnieje w ogóle coś takiego jak miłość „czysta”? Miłość, której dawca nigdy nie ogląda się na siebie samego? Nigdy nie jest przez nic, mówiąc językiem współczesnym, sformatowany?

A może to pytanie jest w ogóle źle zadane. Może miłość jest po prostu dawaniem siebie, takim jakim się jest? Z całym swoim bólem, zranieniem, ograniczeniem? Może tak naprawdę egoizmem jest chcieć kogoś kochać tak wzniośle, czysto?

Miłość zaczyna się od pokornego przyjęcia siebie ze wszystkim co nas ogranicza. Dopiero wtedy mogę w wolności oddać moją godność i moją nędzę drugiemu człowiekowi.

I Tobie, Panie.

 

 

 

 

Jedna uwaga do wpisu “Lalka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s