Sfrustrowana

Początek września najczęściej nie sprzyja aktywnościom pisarskim. Początek roku szkolnego, ustalanie terminów wszystkich zajęć, pierwsze przeziębienia zdążyły mnie już zmęczyć. Frustruje mnie to, że dzieciom tak trudno dostosować się do porządku nie-wakacyjnego, trudno wstać, trudno się ubrać, trudno zrobić cokolwiek, bo mamo, ja tego nie cierpię; mamo, nie chce mi się; mamo, po co mam iść do przedszkola; mamo, chce mi się jeszcze spać; mamo, nie chcę się jeszcze kłaść do łóżka. Mogłabym tak kontynuować tę litanię dzieciecych narzekań niemal bez końca.

Jak mam znaleźć w sobie przestrzeń i cierpliwość, by tego wszystkiego wysłuchać i nie oszaleć? Bo przecież trzeba wstać i się ubrać, zjeść śniadanie i wyjść, trzeba po sobie posprzątać i zjeść kolację, umyć się i pójść spać. Mogłabym wiele odpuścić – i przyznam szczerze, że nieraz to robię, ale nie mogę po prostu powiedzieć: pasuję, nie będę już nikogo do niczego zmuszać, róbcie co chcecie.

Bo pomimo wszelkich empatycznych prób porozumienia się z dziećmi, najczęściej kończy się jednak na tym, że dochodzimy do etapu, gdy jestem już tak zła, że przymuszam dzieci do podjęcia określonej aktywności. Nie powiem, żebym była z tego dumna, wręcz przeciwnie, ostatnio nęka mnie raczej poczucie porażki wychowawczej. Ale co robić, jeżeli druga strona po prostu nie chce? Nie chce i już.

A co Ty, Boże, robisz w takiej sytuacji? Co robisz, gdy krnąbrny człowiek nie chce współdziałać z Tobą dla własnego dobra?

Pozwalasz na to. Ale dajesz też poczuć konsekwencje. Tylko jakie są konsekwencje nie wstawania rano, nie ubierania się, nie jedzenia wcześnie śniadania? Nie pójście do przedszkola. I hulaj dusza, piekła nie ma. Zostajemy w domu! Hurra!

Mogłabym teraz wyciągać z tego wszelkie mądrości teologiczno-życiowe o odroczonych konsekwencjach grzechu itepe, itede, ale na to nie mam za bardzo siły i ochoty.

Prawda jest taka, że chciałabym Ciebie, Panie naśladować w swoim rodzicielstwie. Chciałabym umieć dać moim dzieciom przestrzeń wolności. Jestem jednak w potrzasku mojego poczucia odpowiedzialności za ich wychowanie. Gdzie jednak jest granica między moją odpowiedzialnością a ich wolnością?

A może to wszystko wina mojego lenistwa. Może gdybym znalazła czas, by z nimi usiąść i porozmawiać na spokojnie, wyjaśnić dlaczego mi jest trudno, posłuchać ich problemów, ustalić jakieś zasady, może to wszystko mogłoby wyglądać inaczej? Może w gruncie rzeczy łatwiej mi jest zarządzać wszystkimi na bieżąco swoim zdenerwowaniem, niż zrobić ten wysiłek, by się porozumieć?

Na te wszystkie pytania nie ma odpowiedzi. Tylko życie może je przynieść. Ale może jest mi trochę, troszeczkę chociaż lepiej, że mogłam tę swoją frustrację zawrzeć w słowach. Taka moja blogowa autoterapia :).

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s