Droga ku wolności

Wyrosłam z niepełni. Moje, tak jak każde, doświadczenie miłości jest naznaczone brakiem. I dziś mogę powiedzieć, że doszłam do punktu, w którym jestem pogodzona z tym brakiem. Mówię to z pełną świadomością, że zawsze pożądałam doskonałości, będącej wyrazem tej pełni, którą może dać tylko miłość.

Ale miłość nasza ludzka, codzienna jest niedoskonała.

Tak więc wyrosłam z doświadczeniem braku, nie-pełni.

Jak każdy.

W tę pustkę wkraczał Bóg. Pozwalałam się powoli wypełniać. Oddać także to, co zdawało mi się być mną. Albo inaczej mówiąc tą częścią mnie, w której nie doświadczałam braku.

Od pierwszego oddechu, od pierwszego krzyku, wyrwani z wnętrzności matki doświadczamy przedziwnych odcieni zależności od innych. Dlaczego przedziwnych? Bo przeróżnych. Ta nasza zależność uczy innych nas kochać. Rodziców w pierwszej kolejności. Ta zależność woła o troskę, o miłość. Ale ostatecznie często się wypacza i staje się zwyczajnym wołaniem o uznanie. To też jest jakąś formą pragnienia miłości. Wiecznie niespełnionego, wiecznie zgłodniałego. Nie-pełnia miłości jeżeli nie jest ostatecznie ukierunkowana na Boga, zbacza z drogi, traci orientację i szukając uznania w świecie odnajduje to, co od zawsze gubiło ludzi. Sławę, bogactwo. I pożądanie. Pożądanie jako pragnienie miłości, którego celem jest już tylko samo-napełnienie.

Miłość Boga zaś wyzwala, wyzwala od zależności. Prowadzi ku pełnej wolności, w której ludzkie uznanie, ludzka miłość, jeżeli nie pochodzi od Boga, ostatecznie nie znaczy już nic.

Spoglądam w głąb i z zadziwieniem odkrywam w sobie tę dojrzałość, ku której wyzwolił mnie Bóg. Pogodzenie ze światem, z nie-pełnią, z niedostatkiem miłości. Czuję się wolna i wiem już, że ludzka miłość o tyle tylko ma sens, o ile pochodzi od Boga. Nie zależy mi już na tym, co myślą o mnie inni. Czuję się wolna, dojrzała. Dojrzała jak jabłko, które zerwane Boską ręką z jabłoni tego życia, nie zależy już ani od podmuchów wiatru ani od soków swego drzewa matki.

Oczywiście, że pragnę miłości, także tej ludzkiej, zwyczajnej. To pragnienie jest i ono zawsze pozostanie. Pragnę ciepła dotyku, muśnięcia ciała, tej iskry w oczach, w której nagle wszystko staje się jasne. Ale godzę się na niedoskonałość. Na brak. Najbardziej jeszcze boli moja własna niemożność kochania. Pozostaje mi wiara, że Bóg wypełni pustkę serc tych, których kocham. Że mój grzech – tak, grzech – zaprowadzi ich do Boga. Że szukając spełnienia tam, gdzie ja nie mogłam go dać, odnajdą Słowo, odwieczny sens. Ostatecznie, aby wyruszyć w drogę – także drogę wiary, trzeba mieć czego szukać. Trzeba doświadczyć braku, aby podjąć wędrówkę ku pełni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s