Tryskające życie

Zawsze gdy patrzę na swoje nowonarodzone dziecko (a robię to już po raz czwarty!) zadziwia mnie życie.

Takie kruche, a jednocześnie wieczne. Czy może być większy paradoks? Wydaje mi się, że mogłabym zgnieść tę maleńką istotkę w swoich dłoniach, a jednocześnie nie mogę zrobić nic – po prostu nic – co by zniszczyło jej duszę. Och, oczywiście, mogę ją w dłuższej perspektywie zdeprawować, ale nie odbiorę jej życia wiecznego. Ona należy do Boga już na zawsze. Na zawsze będzie w Nim miała życie. I choć teraz nie umie nawet główki sama utrzymać, a jej cieniutkie paluszki są tak kruche, to jej życie jest niezniszczalne.

I ono tryska feerią barw. Zachwyca swą pełnią. Dorosły człowiek jest jak paleta pomieszanych barw, gdzie ciemność czasem zakrywa piękno duszy. Ale dziecko – takie maleńkie – jest czyste jak łza. Nie ma w nim ciemności. Nie ma brudu. Jest tylko krystalicznie czyste życie dziecka samego Boga. Stworzonego z miłości, by istnieć na zawsze dla miłości.

Przyszliśmy na świat, by nigdy już nie umrzeć.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s