Przeszycie mieczem

Od zawsze byłam bardzo wrażliwa. Od zawsze też zastanawiałam się dlaczego całe życie, każde najmniejsze zdarzenie odbieram z takim bólem?

A przecież jestem szczęśliwa. Jestem, choć rzeczywistość przemawia do mnie na tysiące sposobów i wszystko, każdy krok, każde wydarzenie, każdą relację przeżywam z intensywnością, która sprawia mi ból. Ból istnienia. Odkąd po raz pierwszy usłyszałam to wyrażenie, wiedziałam, że odnosi się do mnie, do mojego sposobu przeżywania egzystencji. Czasem mam wrażenie, że samo istnienie mnie boli.

Oczywiście przez lata byłam przekonana, że jestem po prostu nadwrażliwa i tyle. Mój problem. Jak jakiś błąd w systemie. Nadwrażliwość zdawała mi się być czymś raczej wstydliwym, z czym poniekąd trzeba nauczyć się żyć. Najlepiej byłoby ją stłumić, ale cóż… Jak odkryłam, to nie jest takie proste.

Z czasem nauczyłam się odkrywać, że owa nadwrażliwość czyni mnie też szczególnie czułą na obecność Boga. Zawsze wydawało mi się to oczywiste, że kontakt z Bogiem po prostu łatwo nawiązać. Może nie zawsze, ale jednak bardzo często czuję jak wszystko – cała rzeczywistość – przemawia do mnie. Jak wszystko mówi mi o Nim. Jak we wszystkim On do mnie przychodzi.

A więc zaczęłam patrzeć na nadwrażliwość jako na dar. Choć wciąż pozostało dla mnie trudem zrozumienie, dlaczego to mnie tyle kosztuje. Dlaczego rzeczywistość dla mnie jest jakby najeżona igłami, ciągle mnie rani. Nawet wszystko to, co dobre, jest bolesne w swej wyjątkowej intensywności.

Odpowiedzi na moje wątpliwości przyniosła mi książka ojca Wilfrida Stinissena, który podjął się wyjaśnienia „Nocy ciemnej” św. Jana od Krzyża w kontekście współczesnym, wskazując w jaki sposób obecnie doświadcza się ciemności wiary w życiu świeckim. W „Noc jest mi światłem” pisze:

„Jesteś szczególnie wrażliwy, to jesteś też bardzo podatny na zranienia. To, co ktoś inny ledwo dostrzeże, ciebie może głęboko ranić. Twoje życie jest cięższe, ale może również bogatsze. Twoja głęboka wrażliwość ułatwia ci przyjmowanie czułości i piękna, umożliwia też w większym stopniu uczestnictwo w smutkach i radościach innych ludzi. Jeżeli tę wrażliwość i podatność na zranienia złożysz na Bożym ołtarzu, jeśli nieustannie będziesz ponawiać odchodzenie od twego zranionego „ja” i będziesz zwracać się do Boga, twoja wrażliwość stanie się środkiem twojego oczyszczenia, twojej nocy.”

„Być może, że w życiu takich ludzi nie są potrzebne żadne wielkie próby. Najmniejsze „ukłucie szpilką” może być przez nich odbierane jako przeszycie mieczem, które przebija serce i dlatego może stać się środkiem głębokiego oczyszczenia. Taka noc ciemna nie wydaje się zbyt obiecująca. Jeżeli nawet ma się na tyle odwagi, by przyjmować wszelkie ciosy, to nie ma się czym chwalić. Cierpieć tak bardzo z takich powodów, które inni uważają za błahostki, nie może być powodem do dumy. I dobrze! Nie ma wtedy ryzyka, żeby się wywyższać.”

Te słowa dały mi dużo pokoju. I coraz bardziej odkrywam, że cała rzeczywistość, wszystko co dotyka mnie tak boleśnie prowadzi mnie do Boga. Tak naprawdę bowiem życie boli mnie tak bardzo dlatego, że wciąż nie jest to życie w pełni. Cierpię, bo pragnę zjednoczenia z Bogiem. Chciałabym zedrzeć zasłonę tej rzeczywistości, by żyć pełnią życia. Boli mnie wszystko, co nie pozwala mi żyć miłością. Każda relacja, która nie jest pełnią. Ciągle mi czegoś brakuje. W każdej niemal relacji odczuwam brak, bolesną niemoc porozumienia. Czasem wydaje mi się to nie do wytrzymania.

I czekam. Czekam kiedy Twa miłość Panie wypełni tę pustkę. Kiedy będę mogła żyć, radując się jednością z Tobą i z każdym człowiekiem.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s