Zwyczajna bliskość

Czytam ostatnio listy świętych Zelii i Ludwika Martin, rodziców świętej Tereski od Dzieciątka Jezus. Lektura ta porusza mnie bardziej niż się spodziewałam. To dziwniejsze o tyle, że nie ma w niej nic aż tak niezwykłego… Zwyczajność życia, proste zawierzenie wszystkiego Bogu, żadnych wzlotów czy uniesień.

A jednak wszystkie te relacje rodzinne, które owe listy ukazują – a są to listy głównie do brata i bratowej Zelii, są tak pełne całkiem zwykłej miłości, prostej, niekoniecznie wolnej od nieporozumień, ale zawsze szczerej i otwartej.

Trudno mi uniknąć spojrzenia na moje własne relacje w życiu. Te bliższe i te dalsze. Tak bardzo mi w nich brakuje otwartości i szczerości (nie chodzi mi tu bynajmniej o męża i dzieci, ale o inne relacje). Nie mam na myśli tego, żeby były jakoś specjalnie zakłamane, ale dotyka mnie to, że tyle jest spraw, o których ciężko jest rozmawiać, w których lepiej pewne rzeczy po prostu przemilczeć. Wiem, że to milczenie często rodzi się z troski o to, by drugiej osoby nie zranić, nie powiedzieć czegoś, co by mogło nas poróżnić, ale czy nie jest to przypadkiem fałszywie pojęta troska?

Inną rzeczą, która mnie zadziwia jest to, że zarówno sama Zelia, która jest autorką większości listów jak i ludzie, do których pisze, a także ci, których opisuje wydają się być niezwykle świadomi siebie, swoich uczuć, tacy empatyczni i pełni zrozumienia. Dawniej pewnie by mnie to tak nie dziwiło, gdyby nie moje liczne w ostatnich latach lektury książek o wychowaniu – szczególnie emocjonalnym – dzieci. Choćby w „Inteligencji emocjonalnej” Golemana – skądinąd świetnej lekturze – jest wyrażona wprost opinia o tym, jak to dawniejsze autorytarne wychowanie sprawiało, że dorośli ludzie byli często pozbawieni empatii, a odkrycie roli inteligencji emocjonalnej może nareszcie doprowadzić do uwzględnienia potrzeb emocjonalnych dziecka i dzięki temu w przyszłości będzie więcej empatycznych dorosłych. Samo rodzicielstwo bliskości też poniekąd spisuje przeszłość na straty, jakby dopiero teraz odkryto rolę bliskości w wychowaniu i dzięki temu możemy nareszcie wyprodukować empatycznych ludzi.

A kiedy czytam listy Zelii, widzę, że nie da się wprost porównać bliskości relacji, które ona tworzyła, z tymi których nie tylko doświadczam sama, ale też które obserwuję u innych. Dlaczego? Nie wiem, czy uda mi się odnaleźć odpowiedź na to pytanie. Wiem tylko, że nie warto ustawać w staraniach. Że nie warto się poddawać. Że liczy się tylko to, by kochać.

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s