Bezsilna w Twych ramionach

Zawsze byłam przekonana, że nie jest dobrze być bezsilnym. Przecież wielką wartością jest wola walki, która sprawia, że zawsze, choćby w najtrudniejszej sytuacji, mam siłę, by nie tylko iść dalej, ale by działać, by nie poddawać się, by zawsze szukać rozwiązania. Poddanie się zawsze jest złem, tak sobie myślałam.

A jednak zdażyło mi się stanąć w obliczu sytuacji, w których nie dało się już nic więcej zrobić. Mogłam po prostu przyjąć to, co nadeszło, albo to odrzucić. Zawsze można przecież zaprzeczyć rzeczywistości. Albo przynajmniej zagłuszyć ból. Zrelatywizować go, wmawiając sobie, że inni mają gorzej. To też jest walka. Tylko tocząca się wewnątrz. Zawsze mogę zwalczyć ból w samej sobie. Nie muszę się poddawać.

Bezsilność mnie strasznie złości. Denerwuje mnie. Irytuje. Jak można tak po prostu siedzieć i znosić to wszystko, co tak boli? Jak można tak po prostu być w bólu? Trzeba przecież coś z tym bólem zrobić. Znieczulić. Upłynnić. Sprawić, że przynajmniej w mojej świadomości przestanie istnieć. I nic mnie nie obchodzi gdzie ten ból się podzieje. Gdzie zniknie. Gdzie wsiąknie w moją duszę. Teraz nie będzie bolało i tylko to się liczy.

Aż wreszcie pozwoliłeś mi Panie odkryć, że to besilność jest mocą. Zdolność przyjęcia cierpienia takim jakim ono jest, bez walki, bez okłamywania siebie, jest największą chwałą. Przyjęcie prawdy o rzeczywistości, której nie mogę zmienić i zaakceptowanie bólu, który ona rodzi prowadzi do prawdziwej wolności.

Tylko bezsilna mogę oddać się Tobie. Czyż nie jest to prawo miłości?

Tylko bezsilna należę do Ciebie w całości. Tylko gdy oddaję się Tobie, Panie, Ty napełniasz mnie tą mocą. I tylko z tej miłości zrodzone owoce, mają moc przemieniać świat.

Bezsilność jest bólem. Jest cierpieniem. Bezsilność jest trudniejsza niż walka. Bezsilność to oddanie siebie. To zaufanie, że Ty masz moc przemienić mój ból. Każda walka jest tylko moją walką. Zaś moja bezsilność jest Twoją mocą.

Niczego już więcej nie pragnę, tylko móc należeć do Ciebie w mojej słabości. W mojej bezsilności. Poddaję się. Jestem Twoja. Jestem bezsilna w Twych ramionach. Jestem pełna Twej mocy.

 

PS. Na koniec dodam kilka słów wyjaśnienia. Niektórzy mogą odczuwać sprzeciw wobec myśli, że to bezsilność jest mocą. Oczywiście, póki jest jeszcze coś do zrobienia, póki możemy realnie wpłynąć na rzeczywistość w celu poprawienia jakiejś sytuacji, to nie należy się poddawać. Nie należy przyjmować postawy bezsilności i nic-nie-robienia. Jest wiele natomiast chwil, kiedy nie jesteśmy w stanie wpłynąć na to, co się dzieje. Wówczas nie należy uciekać od poczucia bezsilności, tylko je przyjąć w duchu zaufania. Toczenie wewnętrznej walki w celu stłumienia własnych odczuć, czy przeklinanie osób winnych sytuacji, czy jakiekolwiek inne formy wewnętrznej aktywności zmniejszające odczuwane cierpienie są de facto ucieczką przed bezsilnością. A to właśnie przyjęcie tej bezsilności daje moc poradzenia sobie z sytuacją. Ta moc nie pochodzi od człowieka i rodzi się z zaufania Bogu. Ale trudno mi będzie Bogu zaufać, jeżeli wpierw nie zaakceptuję własnej niemocy. Na tym polega umiłowanie cierpienia, o którym często pisali różni Święci (a które nota bene tak trudno jest nam zrozumieć). Nie chodzi o celowe szukanie guza, ale o wewnętrzną postawę akceptacji tego, co mnie boli. Chodzi o umiłowanie cierpienia, czyli o przyjęcie go takim, jakim ono jest. Czy nie na tym zresztą polega miłość? Na przyjęciu czegoś, a przede wszystkim kogoś, takim, jakim jest?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s