Być sobą. Prawda, która wyzwala.

Bycie sobą wydaje się czymś całkiem oczywistym, ale ja muszę przyznać, że z czasem coraz bardziej odkrywam jak bardzo trudne jest bycie sobą.

Bo po pierwsze kim jestem? I to w znaczeniu kim naprawdę jestem? Jest to najbardziej nieoczywiste pytanie. W chrześcijaństwie, a już szczególnie w mistyce chrześcijańskiej, silnie podkreśla się, że poznanie siebie jest drogą do poznania Boga i zjednoczenia z Nim. W tym sensie poznanie siebie jest drogą do świętości. Nota bene czyściec jako oczyszczenie jest tak naprawdę zetknięciem się z prawdą o sobie w Bożym świetle, włącznie z poznaniem wszystkich konsekwencji swoich grzechów. I ta prawda boli. Ta prawda jest cierpieniem dusz czyśćcowych.

Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli. Tylko prawda może nas wyzwolić do bycia samymi sobą. Bo najczęściej żyjemy w kłamstwie, a najwięcej tych kłamstw dotyczy nas samych i tego, kim jesteśmy.

Dlaczego? Bo w całym okresie dorastania tworzenie się ego to proces tworzenia wyobrażeń o sobie samym. Wyobrażeń. Czyli czegoś, co ze swej natury prawdziwe nie jest. To właśnie dlatego dzieci są święte. Nie dlatego, że są bez winy. Są święte, bo są prawdziwe. Są sobą. Są sobą, a nie konstruktem swoich wyobrażeń.

Póki się nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Stanie się dzieckiem oznacza więc po prostu stanie się prawdziwym, wyzbycie się kłamstw o samym sobie.

 

To wcale nie jest łatwe. Zwłaszcza, że najczęściej człowiek buntuje się przeciwko myśli, że tak naprawdę nie jest samym sobą. I tu drogi czytelniku dotknę cię do żywego – im bardziej buntujesz się przeciwko temu co piszę, tym bardziej oznacza to, że żyjesz kłamstwem o sobie. Nie jesteś sobą. Im bardziej złości cię ta myśl, im bardziej oceniasz to, co piszę jako absurd, tym mniej jesteś prawdziwym sobą. Im bardziej uważasz, że ty już jesteś na tym etapie, że doszedłeś do prawdziwego bycia sobą, tym bardziej się mylisz.

Bo bycie sobą, to także zgoda na prawdę. I świadomość tego, że żyjemy, otaczając się kłamstwem. Im bardziej jesteś naprawdę sobą, tym bardziej zdajesz sobie sprawę, że studnia kłamstw jest niemal bez dna. Im lepiej znasz siebie, tym bardziej czujesz jak długą drogę jeszcze masz do przejścia.

Świętość to droga ku poznaniu prawdy. Prawdy o swojej nicości i Bożej wszechmocy. Ta prawda rodzi pokorę. I wbrew wszystkiemu, ta prawda daje człowiekowi moc ponad wszelką ludzką moc. Kiedyś pisałam o ludzkiej nicości i konieczności całkowitego zawierzenia Bogu na modlitwie i spotkałam się z zarzutem, że człowiek musi być aktywny i musi też działać, a nie zdawać wszystko na Boga. Ale takie zdanie świadczy tylko o niezrozumieniu specyfiki wzrostu duchowego. Im więcej człowiek oddaje się Bogu, tym więcej ma prawdziwej mocy do działania. Prawdziwa kontemplacja prowadzi do działania. Niewielu było w historii ludzi równie aktywnych jak wielcy święci. Jak Jan Paweł II, ojciec Kolbe, Ignacy z Loyoli, św. Franciszek, Matka Teresa, św. Teresa z Awila i całe rzesze innych.

Prawda o mnie samej, to prawda o tym, że w obliczu Bożej wszechmocy jestem nikim. Mogę z przekorą zapytać, skoro jestem nikim, to cóż to za koszt, oddać siebie w całości Bogu? Pozwolić sobą zawładnąć? Dać się napełnić miłością i mądrością aż po brzegi? Dlaczego to takie trudne?

Bo wciąż okłamujemy się, że jednak kimś jesteśmy. Że osiągnęliśmy coś sami z siebie. Że bez Boga damy radę.

To trudne, bo to boli. Dlatego czyściec, który z pewnością jest cierpieniem, to po prostu prawda. A ci, którzy poznali tę prawdę za życia, przeszli już swoje oczyszczenie i dołączyli do grona świętych.

To jest szczególnie trudne ze względu na relacje z ludźmi w naszym życiu. Bo chcielibyśmy móc jakoś te relacje kształtować. Odnosi się to szczególnie do dzieci – chcielibyśmy móc je wychowywać. Wpływać na nie. Konstruujemy własne ego, by mieć władzę nad innymi. By mieć kontrolę.

Ale prawdziwe wychowanie, to bycie prawdziwym w relacji z kimś. To skonfrontowanie drugiego człowieka (nieważne czy dziecka czy dorosłego) z naszym prawdziwym ja. Z naszymi pragnieniami, z naszymi granicami, z naszymi prawdziwymi uczuciami, a może przede wszystkim z naszymi słabościami.

To chyba szczególnie trudne w relacji do własnych rodziców. Ktoś mi bliski ostatnio często powtarza, że „razem ze swoim tatą się wychowują”. Niektórych to oburza, no bo jak można wychowywać własnego ojca? Ale według mnie to prawda. Bo w relacji z własnym rodzicem, człowiek bardzo chce zaskarbić sobie jego miłość. Robi wiele, by w oczach rodzica wydać się szczególnie wartościowym. A to najczęściej są kłamstwa. Trudno jest pogodzić się z myślą, że jeżeli ukażę rodzicom prawdziwego siebie, wraz ze wszystkimi słabościami, a także wraz ze swoją niezgodą na niektóre zachowania rodziców, to może utracę ich miłość. Jako dorośli ludzie często mamy swoje życie, swoje troski o dzieci i inne sprawy. Rzadko myślimy o rodzicach. Ale prawda jest taka, że utratę miłości rodzica odczuwa się jak odcięcie korzeni, z których czerpiemy życie. I dlatego to często relacja z rodzicami – zwłaszcza jeżeli nie jest łatwa – jest testem tego, jak bardzo prawdziwymi potrafimy być. I jeżeli mam być ze sobą szczera, to muszę przyznać, że ja nie potrafię. Ale przynajmniej świadomość tego, że zakładam maski też jest krokiem na mej drodze ku prawdzie.

Jeżeli jednak potrafimy być sobą w relacji, to, chcąc nie chcąc, zmieniamy drugiego człowieka – czy jest to dziecko, rodzic, małżonek czy ktokolwiek inny. Wychowujemy go. Ale w dobrym, pięknym znaczeniu tego słowa.

Kary, nagrody, kłamstwa, krytyka, sztuczne oczekiwania rzadko wpływają na drugiego człowieka. Tylko kiedy jestem prawdziwie sobą mam szansę jakkolwiek na niego wpłynąć. Dlatego też święci są najczęściej wielkimi wychowawcami ludzkości. Konfrontują nas z prawdą. Z prawdą o świecie, ale w pierwszej kolejności o samych sobie. To osobiste świadectwo życia ma największą moc, a nie kazanie o tym, jaki zły jest świat. To dlatego św. Teresa z Lisieux, która całe życie była zamknięta w Karmelu i jedyne co zrobiła to spisała dzieje swojej duszy, stała się jedną z największych świętych i doktorem Kościoła. Ukazała ludziom prawdę o sobie. Wychowała całe rzesze ludzi. Jedną krótką osobistą książeczką wychowała świętych – jak choćby Matkę Teresę, która od niej przyjęła swoje imię zakonne.

To prawda daje moc kształtowania rzeczywistości i wychowywania ludzi. To prawda jest mocą. To prawda wyzwala i to prawda uświęca.

Jak sądzisz? Prawda to czy nie?

3 uwagi do wpisu “Być sobą. Prawda, która wyzwala.

  1. Święta Prawda.
    Mam podobne przemyślenia, poparte niestety/ stety bolesnymi doświadczeniami ile wysiłku kosztuje wychodzenie z tych kłamstw, a wszystko zaczyna się od zawierzenia Bożej Miłości i Mocy. I tylko będąc prawdziwymi wobec siebie mamy szansę osiągnąć upragnione szczęście już tu, na ziemi.

    Polubienie

  2. Pingback: Nic, czyli wychowanie. | DZIENNIK DUSZY

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s