O miłości jako akcie woli. O grzechu jako piekle.

Mój poprzedni post o rodzinie jako wspólnocie grzesznych ludzi wywołał na Facebooku różne komentarze. Było w nich coś, co mnie tak niezmiernie zadziwiło, że aż postanowiłam się nad tym głębiej zastanowić.

Muszę przyznać, że byłam mocno naiwna. Zdawało mi się, że choć wiele ludzi odchodzi od Kościoła, czy po prostu neguje istnienie Boga, to jednak w naszym społeczeństwie wciąż dominuje chrześcijański obraz rzeczywistości. Mówiąc jaśniej, wierzyłam w to, że podstawowe kategorie jak np. grzech są przez ludzi rozumiane i poniekąd akcepowane. To, że w świecie istnieje zło – i to zło, które jest czynione przez człowieka, a zatem jest w ludziach skłonność do grzechu, zdawało mi się być oczywiste dla każdego.

A jednak wiele osób było wzburzonych tym, że piszę o grzechu. Komentarze typu „Nie ma Boga” mnie specjalnie nie dziwią, ale gdy ludzie zaczęli pisać, o tym, że „Nie ma czegoś takiego jak grzech”, to przyznam, że wybałuszyłam oczy. W pierwszym odruchu chciałam zapytać skąd się biorą w takim razie wojny, morderstwa i inne poważne zbrodnie, ale ostatecznie zrezygnowałam z komentowania. Dlaczego?

Większość z nas nie popełnia mordestw, kradzieży ani innych naprawdę ciężkich przewinień i stąd rodzi się w człowieku poczucie, że przecież skoro tego nie robię, to nie jestem grzeszny. A inne – tak zwane – grzechy? No właśnie, tak zwane. Laicki światopogląd dość skutecznie wszczepił ludziom przeświadczenie, że grzech i zło to jednak dwie różne rzeczy. Kościół „dekretuje” co jest grzechem, ale to wcale niekoniecznie jest złe samo w sobie. Dotyczy to przede wszystkim głównych punktów spornych między Kościołem a liberalną częścią społeczeństwa, czyli antykoncepcji, aborcji czy chociażby seksu przedmałżeńskiego. Kościół mówi, że to wszystko grzech, a ludzie nie rozumieją co właściwie w tym jest złego. Przecież ja chcę dobrze. Tłumaczenie dlaczego to nie służy dobru, a właściwie dlaczego nie służy miłości, nie zawsze jest proste, a trzeba uczciwie przyznać nie wszyscy duszpasterze dobrze to wyjaśniają. Druga strona sporu robi z kolei wiele, by przekonać społeczeństwo, że to, co Kościół nazywa grzechem wcale złe nie jest. Dotyczy to nawet aborcji, która jako „usunięcie płodu” nie jest przecież złem, tylko troską o matkę. A przecież liczy się dobra intencja.

Tak więc pojęcia grzechu i zła dość skutecznie rozeszły się w społecznej świadomości. Na dobrą sprawę, trzeba w takim razie zastanowić czym w swej najgłębszej istocie jest grzech. Jeżeli czasem tak trudno dostrzec dlaczego grzech jest złem, to jak inaczej można to wytłumaczyć?

Grzech – właściwie każdy grzech – jest umniejszeniem miłości. W Kościele często mówi się o braku miłości, ale czasem to także trudno niektórym zaakceptować. Brak miłości. Przecież ja kocham moich bliskich. Tak, kocham, ale ich czasem ranię. Umniejszam moją miłość. Zrywam, choćby na moment, relację miłości.

Jednak tutaj dochodzę do istoty pojęcia, które okazuje się być jeszcze trudniejsze niż grzech.

Miłość. Czym jest miłość? Każdy ma swoją odpowiedź. Wierzący powie pewnie, że Bóg jest miłością. Tylko czym ona jest konkretnie w naszym życiu?

I tu jest pewien problem.

Okazuje się, że współczesna kultura ma zupełnie inną wizję miłości niż wizja chrześcijańska.

Miłość romantyczna, miłość erotyczna, miłość macierzyńska czy „tacierzyńska”, miłość dzieci do rodziców. To wszystko na pewno jest miłością.

Ale czy gdy pomogę staruszce, której na ulicy wypadły zakupy to też jest miłość?

Tak, oczywiście. Każdy akt, który jest darem z siebie dla drugiego człowieka jest aktem miłości. Dla chrześcijanina to powinno być jasne. A jednak gdy w poście Groźne dziecko napisałam, ze miłość jest wyborem, pojawiły się komentarze, także ze strony osób wierzących, że to nieprawda, że miłość jest uczuciem i jej się nie wybiera.

Miłość też może objawiać się jako uczucie, ale w formie dojrzałej zawsze będzie przede wszystkim aktem woli.

Jako najważniejsze przykazanie – poza miłością do Boga – Chrystus wymienia przykazanie miłości bliźniego i mówi, że w nim zawierają się wszystkie inne przykazania. Mam wrażenie, że wiele osób podchodzi do tego przykazania z pewnym dystansem. Mam miłować nieprzyjaciół? Przecież czuję tylko żal i złość. Tylko że w tym przykazaniu nie ma żadnego nakazu odnośnie tego, co masz czuć. Możesz kogoś nie lubić, ale masz go kochać. Masz czynić wobec niego dobro, a nie zło. Jeżeli czynisz wobec niego dobro, to już go kochasz. Nie trzeba nic więcej. Nie trzeba odczuwać porywów serca wobec kogoś, kto jest naszym nieprzyjacielem.  Nie trzeba nawet go lubić.

Jeżeli więc miłość ma przenikać wszystko, wszystkie moje relacje, to każdy grzech jako wybór działania przeciwnego miłości jest jej umniejszeniem, czyli złem. Kiedy w Groźnym dziecku pisałam o tym, że wybór urodzenia dziecka jest wyborem miłości, a wybór aborcji jest pójściem drogą lęku, to niektórzy komentowali, że nie każdy jest zdolny do wyboru miłości w trudnej sytuacji, niemniej nikt nie zaprzeczył, że wybór urodzenia dziecka to wybór miłości. Możliwe, że nie każdy czuje się do niego zdolny, ale właśnie dlatego, że aborcja jest wyborem przeciwnym miłości jest jednocześnie grzechem. Jest złem. I nie da się tego odzielić. Żadne dobre intencje tutaj nic nie usprawiedliwią. Każdy wybór umniejszający miłość jest złem i jest grzechem. Zdarzają się sytuacje trudne do rozstrzygnięcia, gdy nie widzimy jednoznacznie, co jest dobre. Dlatego Kościół jako matka nam pomaga i wskazuje drogę. Dlaczego seks przedmałżeński jest grzechem? Bo umniejsza miłość, która powinna być całkowita – ofiarowana na wyłączność.

Ktoś może powiedzieć, że są chwile, gdy wybór miłości jest wyborem heroicznym i człowiek może nie być do niego zdolny. To prawda. Ale Bóg nie wymaga od człowieka doskonałości. Bóg wie, że człowiek jest grzeszny. Tylko czy ja jestem zdolna zaakceptować, że nie jestem doskonała, że jestem po prostu grzeszna? Że dokonuję wyborów, które są złe? Są grzeszne w swej istocie? Jeżeli umiem to przyznać i jeżeli pragnę stawać się lepszą pomimo licznych upadków, jeżeli daję Bogu wolność, by wlał w moje serce odwagę, by dał mi siłę do heroicznych czynów, to Bóg to uczyni. Przebaczy mi całe zło i podniesie mnie do świętości. Chce tylko mojej pokory i otwartego serca. Miłosierna miłość może wszystko.

Jeżeli jednak zaneguję istnienie grzechu i będę traktować miłość Boga jako coś, co mi się należy, to moje serce skarłowacieje i nie będzie już w nim miejsca na miłość. I to jest piekło.

Jedna uwaga do wpisu “O miłości jako akcie woli. O grzechu jako piekle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s