Zamek

Twierdza. Zamek. Okolona wysokim murem budowla. Monumentalny widok. Oczami wyobraźni widzę zamek na wzgórzu na tle zachodzącego słońca. Jest ciemny i posępny, ale piękny.

Twierdza wewnętrzna. O niej pisała Teresa z Avila. O skarbach ukrytych w najpilniej strzeżonych komnatach zamku. O zjednoczeniu z Bogiem, który jest Królem tej twierdzy. Tej duszy.

Jest coś niezwykle fascynującego w tym obrazie. Jego monumentalność, potęga, siła.

I kruchość.

Bo zamki tak często w historii popadały w ruinę.

Zupełnie jak ludzie. Dumni i potężni, a przecież tak łatwo ulegający zniszczeniu.

 

I ja jestem zamkiem. I każdego dnia wchodzę coraz głębiej i głębiej, by dojść do najwyższego zamku. Do najbardziej wewnętrznego dziedzińca. Nie, to nieprawda. Czasem się gubię i w labiryncie pomieszczeń cofam się do zewnętrznych murów. Sunę po powierzchni życia. Wyglądam przez zamkowe okna i zatapiam się w tym, co widzę. Zapominam o celu. O skarbie, który czeka by go znaleźć. Zdaje mi się, że tam na zewnątrz na pewno jest ciekawiej.

Ale Ty mnie wołasz. W najbardziej zewnętrznych komnatach Twoje wołanie jest słabo słyszalne. Ale ja znam ten ciepły tembr głosu i cofam się od pięknych pejzaży, by znów podążać w głąb.

To nie jest łatwa droga. Im głębiej wchodzę, tym okna są mniejsze. Światło dochodzi tu tylko z wewnętrznych dziedziców. Jest coraz mniej światła z zewnątrz. Już niemal idę w ciemnościach.

A jednak w tych ciemnościach Twój głos jest lepiej słyszalny. Pejzaże już mnie nie rozpraszają. Poruszam się po omacku, więc muszę ufać Twojemu głosowi. I z każdym krokiem w ciemność ten głos coraz bardziej mnie fascynuje. Wsłuchuję się w jego tembr. Umiem już rozpoznać gdy nieco zmienia się jego tonacja. Wyczuwam najlżejsze drżenie.

Nie mam już nic poza Twoim głosem. Jest moim jedynym punktem oparcia. Jedynym drogowskazem w ciemności. Kocham go. Wabi mnie i pociąga. Zapominam o świecie na zewnątrz zamku. Nic już nie ma dla mnie znaczenia. Tylko Ty.

W chłód murów mego zamku przedostaje się promień ciepła. Coś jakby drga w powietrzu. Czyżbym zaczynała coś widzieć? Ale jak to możliwe? Tu nie dochodzi ani odrobina światła z zewnątrz. Zaczynam biec. Widzę coraz więcej. Skąd to światło? Dochodzi z wnętrza zamku. Z wnętrza mojej duszy. Przyspieszam kroku. Bięgnę. Pędzę ku wyznaczonej mecie.

Światło oślepia moje oczy. To światło nie jest ze świata. To światło nie jest ze mnie.

Wpadam w środek zamku, na najbardziej wewnętrzny dziedziniec.

Tylko_

Nie ma już mnie.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s