Radość w chorobie.

Moje dzieci chorują przez ostatni tydzień. I bardzo się z tego cieszę! I nie, wcale nie jestem wyrodną matką… Choć, kto to wie…

Oczywiście, nie chorują poważnie. Takie tam przeziębienie. Ale wystarczające, by mogły nie pójść do przedszkola i zostać w domu. I w tym właśnie tkwi moja radość!

Nie chodzą wcale do przedszkola na długo. Na pół etatu, by tak rzec. Niemniej w przypadku dziecka chodzącego wcześnie spać to i tak prawie pół dnia. Pół dnia, gdy mogę sobie na spokojnie posprzątać i pogotować jak rasowa kura domowa. Mogę też coś napisać, zaplanować różne działania zawodowe albo po prostu poczytać. Jednym słowem: odetchnąć.

Po tym jak moje starsze dzieci poszły wreszcie pół roku temu do przedszkola różne osoby pytały mnie czy już odczułam ulgę, że mam więcej czasu. Niby tak. No bo mam więcej czasu.

Ale w głębi serca wcale nie.

Tęsknię. I nie chodzi wcale o to, że tęsknię w tej konkretnej chwili, bo już bym chciała ich zobaczyć. Nie, nie jestem aż tak emocjonalna. Tęsknię za wspólnym byciem razem, za czasem dla siebie nawzajem. Tęsknię za stukotem klocków, który słyszę z kuchni. Tęsknię za łomotaniem w drzwi łazienki, gdy naprawdę nie mogę wyjść. Tęsknię za tornadem, które co chwila mija mnie w swym pędzie naokoło domu.

To wszystko wciąż jest. Ale o połowę mniej. Zaś popołudniami tyle jest zajęć i spraw do załatwienia, że czas i tak gdzieś ucieka.

Teraz są w domu. Pisk. Krzyk. Łomot. To moje. Nie, oddawaj. Zaraz cię posiekam. A ja ci język pokażę. Chodź, zbudujemy wielki statek. Mamo, poczytasz?

Cieszę się.

Mam czas, by się nimi nacieszyć. Uwielbiam te chwile. Bawimy się. Blisko. Patrzę im w oczy i sycę się radością, którą w nich znajduję. Chwytam ich w ramiona, przytulam i karmię się ciepłem ich dotyku. Chłonę ich. Cała zamieniam się w miłość i sycę się miłością, która wycieka z nich jak miód z plastra. Jest teraz. Jest radość. Jest zabawa. Jest pełnia życia.

Boże, takie to dziwne, że przychodzisz do mnie w moich dzieciach. To Ciebie odnajduję w ich oczach. To Ciebie dotykam w ich ciele. A kiedy osłabione chorobą wybudzają się nocami, to nad Tobą się pochylam z czułością. Czasem się dziwię, że tak uparcie przychodzisz do mnie do łóżka, Boże i wiercisz się niemiłosiernie. Ale tak to już chyba z Tobą jest.

Wybudzasz mnie do Życia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s