Dziura

Odkrywam w swoim sercu zionącą dziurę. Zionie ona pustką, jak to zwykły robić dziury. Ale nie. Gdzieś z głębi tej dziury jednak słychać wołanie. Jęk o pomoc. Cichą prośbę o miłość. A więc jest tam coś więcej niż pustka. To chyba ja tam jestem.

Jestem zmęczona. Ostatnio tak wiele się dzieje i moje siły już są na wyczerpaniu. Wszędzie naokoło piętrzą się problemy. A ja jestem. Staram się być dla każdego. Ten ma problemy, tamten ma problemy, a ja jestem tu i dla tego małego i dla dużego. Ja jestem dla każdego. Ja jestem. Nie, tak nie mogę powiedzieć. Przecież nie jestem Bogiem. I właśnie dlatego w swoim byciu odkrywam dziurę. Pustkę. Studnię, w którą sama uciekam i się chowam, jęcząc cicho i wzdychając, prosząc o miłość. Chowam się w dziurze własnego bytu, z nadzieją, że już nikt mnie tu nie znajdzie, nie wyciągnie, nie będzie nic ode mnie chciał, tylko mnie zaleje swoją miłością.

Nie, oczywiście, jestem kochana. To nie o to chodzi. Tylko są takie momenty w życiu, że trudno się wesprzeć nawet na tych, co kochają. Oni też mają swoje problemy. Oni też potrzebują miłości. I moja miłość też im nie wystarcza.

Ty chyba lubisz takie momenty, Panie Boże. Lubisz kiedy odczuwam pustkę, niemoc, niemożność zwrócenia się do kogokolwiek po oparcie. Święta Teresa z Avila powiedziała, że nic dziwnego, że tak mało masz przyjaciół skoro tak źle ich traktujesz. Coś w tym jest. Patrzysz ze Swych wysokości na moją niemoc, zaglądasz ukradkiem do mojej studni i się cieszysz. Cieszysz się z mojej samotności. Jesteś bardzo zazdrosny. Nie lubisz kiedy polegam na innych, by zapełnili moją pustkę. Święta Teresa powiedziała jeszcze, że Bóg sam wystarcza. No tak. Więc Ty chcesz, by Twa miłość mi wystarczyła. Nie chcesz bym gdzie indziej szukała pociechy. Ty wiesz, że Twoja miłość zapełni moją pustkę. Tylko Ty masz tyle Ducha, by móc zalać moją studnię.

Sęk w tym, że ja czekam. Najgorsze jest to, że nie wiem czy doleciałam już na dno mojej studni i nie wiem czy jeszcze czeka mnie bolesne uderzenie. Może jakimś cudem  będę miała miękkie lądowanie, ale znając Cię, to chyba jednak nie. Jest w tym coś pocieszającego, że chcesz mnie kochać nawet z potłuczonym i obrzmiałym nosem; że nie potrzebujesz mojego piękna. Niemniej wolałabym zachować swój nos w całości.

Wiem. Nadejdzie chwila gdy, potłuczoną i obitą, zalejesz wodą życia. A ja wypłynę na powierzchnię i skąpię się w promieniach Twej miłości. Będę pełna Tobą. Ty będziesz moim pokarmem, moim snem, moim oddechem. Sam mi wystarczysz. A ja, szczęśliwa i wolna, będę mogła być dla każdego. Każdego pocieszyć, utulić, wspomóc.

Ale jestem tu i teraz. I teraz wszystko boli. Czekam cierpliwie, wzdychając i jęcząc. To minie. Wszystko minie. Życie też jak cień przeminie i będziemy się cieszyć Tobą w wieczności. Tylko że ja zawsze miałam skłonność do bycia żarłokiem. I ja łaknę Ciebie już tu i teraz. Wzdycham i jęczę w bólach rodzenia. Wołam w sercu, ufnie oczekując przybrania za dziecko. (Rz 8,22-23)

Bo ja też czasem chciałabym być po prostu dzieckiem.

Św. Teresa z Avila

CIERPLIWOŚĆ ZWYCIĘŻA



Nie trwój się, nie drżyj

Wśród życia dróg,

Tu wszystko mija,

Trwa tylko Bóg.

Cierpliwość przetrwa

Dni ziemskich znój,

Kto Boga posiadł

Ma szczęścia zdrój:

Bóg sam wystarcza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s