O złu, którego nie ma.

Nie myśl o zielonym słoniu. Tylko pamiętaj: nie myśl o zielonym słoniu. Pod żadnym pozorem nie wolno ci nawet wyobrazić sobie zielonego słonia.

I co? Widziałeś zielonego słonia? Czy chociaż przez najmniejszy ułamek sekundy nie przemknął ci przed oczami? Czy nie zadudnił swym olbrzymim cielskiem po twojej głowie?

Chyba byłoby jednak łatwiej, gdybyś usłyszał: myśl o różowym słoniu. Wyobraź sobie różowego słonia: co robi, jak wywija trąbą, jak wyrywa kępy traw. Zatrzymaj ten obraz w pamięci.

I jak? Lepiej poszło?

Prawidła myślenia, które obrazuje przykład zielonego słonia są banalnie proste, a zarazem tak czasem trudne dla nas do zastosowania w życiu. Na czym one polegają?   Każdy rodzic, który stara się wychować swoje dzieci powinien je znać. Co jest skuteczniejsze z pedagogicznego punktu widzenia kiedy dziecko szaleje po domu: czy powiedzieć „Nie biegaj! Nie skacz! Nie szalej!” czy „Słuchaj, a może poukładamy razem klocki albo poczytam ci bajkę?”. Niewątpliwie to drugie. Chyba żadne dziecko, które usłyszało „Nie biegaj!” się naprawdę od razu nie zatrzymało. Bo skoro miało nie biegać, to właściwie co miało robić? Ale kiedy rodzic powie „Chodź, pobaw się klockami.” to ma zdecydowanie większą szansę na to, że dziecko faktycznie się zatrzyma.

A co to ma wspólnego z tytułowym złem, którego nie ma?

Otrzymałam wyzwanie by napisać tekst o koncepcji zła jako niebytu versus dobra jako bytu. Ale choć z filozoficznego punktu widzenia jest to teoria obszernie dyskutowana i wielorako dowodzona – od Augustyna przez św. Tomasza z Akwinu, to jednak jest mało intuicyjna życiowo. A jednak to właśnie w życiu najlepiej się ona sprawdza. Więc od życia zacznę moją opowieść.

Idziemy drogą. Ta droga ma wieść nas do Boga. Jest to droga Miłości. Jak daleko na niej zajdziemy? Na tej drodze są dziury. Najwięcej jest ich na początku, czasem są bardzo głębokie. To grzech.

Bo czym w ostatecznym rozrachunku jest grzech?

Jest brakiem miłości.

Grzech zawsze jest brakiem miłości. Gdyby tam gdzie jest grzech była miłość, grzechu by nie było. Bóg jest Miłością. Bóg jest Tym, który Jest. Grzech zatem jest brakiem. Jest pustką. Jest nicością tam, gdzie powinna być miłość. Grzech jest ciemnością, a ciemność jest brakiem światła. Ciemność nie ma bytu. Ciemność jest po prostu pustką.

Tylko co ja robię z tym grzechem? Unikam go za wszelką cenę? Idę powolutku drogą miłości, uważając ciągle, żeby nie wpaść do dziury? Niektóre dziury są jednak zakryte i ja nieuchronnie w nie wpadam. A jak wpadnę głęboko, to ciężko mi się wygramolić. Idę pomału. Czy dam radę daleko zajść w tym krótkim życiu?

A może biegnę? Biegnę, żeby dawać? Biegnę, żeby kochać? Przeskakuję dziury. Nie jestem tak bardzo uważna, więc w nie wpadam. Ale mam to momentum, które pozwala mi wyskoczyć. Biegnę dalej. A dalej jest coraz mniej dziur. Droga jest lepsza, bardziej utwardzona.

A może jeszcze inaczej? Może walczę zaciekle z grzechem? Znajduję dziurę i biorę młot pneumatyczny, żeby z nią walczyć? Dziury już nie ma. Jest wielki dół, ale to jakoś bardziej gładko wygląda niż taka po prostu dziura. I co z tego? Ciężko jest wyjść z takiego dołu, a ja jestem zmęczona po ciężkiej pracy.

A może zasypuję dziury? Jest ich dużo, to dość męczące. Potrzebuję dużo żwiru, żeby zasypać tyle dziur. Męczę się. Posuwam się bardzo powoli, bo w końcu zasypywanie dziur to czasochłonna praca.

Co właściwie wynika z tej opowieści?

To znaczy, że mam przestać walczyć z grzechem w sobie?

Tak, właśnie tak.

Grzechu – to znaczy dziur w miłości – należy unikać. Obciąć rękę, wykoleć oko, jeżeli one do grzechu prowadzą. Ale właściwie z czym mam walczyć? Nie da się walczyć z czymś, co jest po prostu brakiem. Ja ten brak mogę wypełnić miłością. Na początku to trudne. Więc raczej unikam dziur. Przeskakuję je. Staram się kochać na ile potrafię. Dawać tyle ile mogę. A potem to Miłość zaczyna wypełniać mnie. To Miłość wypełnia dziury na mojej drodze, bym mogła biec jeszcze szybciej. To Miłość dodaje mi skrzydeł, bym mogła jeszcze bardziej kochać.

Nikt nie został świętym walcząc z grzechem. Święci stają się święci przez to ile z siebie dają. W ostatecznym rozrachunku oczywiście umierają dla grzechu. Ale tylko dlatego, że najpierw umarli dla siebie. Oddali siebie. Dali się wypełnić. Oczywiście, że unikali grzechu. Pokutowali. Ale pokuta tak naprawdę jest po prostu rezygnacją z siebie. Jest robieniem czegoś pozytywnego zamiast grzechu, w zadośćuczynieniu za grzech. Jest zatem wyrazem miłości.

Kiedy człowiek ciągle myśli o grzechu, skupia się na nim, walczy z nim, ciągle potępia się za to, że ten grzech na okrągło jednak popełnia, to nigdy nie posunie się tak naprawdę do przodu. Ciągle będzie niewolnikiem grzechu. Tylko Bóg wyzwala od grzechu. Tylko Boże Miłosierdzie nas wyciąga z dziury.

Co to oznacza w praktyce?

Mogę tu tylko dać swoje świadectwo. Długo walczyłam ze swoim grzechem – ze swoją skłonnością do złoszczenia się. A ta skłonność zdawała się tylko pogłębiać. Modliłam się, żeby Bóg mnie uzdrowił: żeby zabrał ode mnie moją dziurę. Żeby ją po prostu zabrał. Tylko jak mógł zabrać dziurę?

Kiedy wpadałam w złość, to jednocześnie wpadałam w panikę, że to się ZNOWU zaczyna. Że znowu nie dałam sobie rady. Że znowu upadam. Skupiałam się na tym, że jestem zła, że sobie nie radzę, że nie umiem przestać krzyczeć.

Aż pewnego dnia przeczytałam książkę „Rozwój. Jak współpracować z łaską” Moniki i Marcina Gajdów. Gajdowie stworzyli chrześcijańską terapię integralną i jest to coś naprawdę wspaniałego. Dla mnie najważniejszy tam był jeden akapit (w którym notabene wprost odwołują się do koncepcji zła jako niebytu), gdzie pisali, że nie ma co skupiać się na walce z grzechem. Że lepiej zastanowić się co – nawet już w sytuacji grzechu –  co ja mogę dać. Jak mogę okazać miłość. Na co mnie stać w danym momencie. To nie musi być nic wielkiego. Może nie jestem w stanie przestać krzyczeć. Ale jeżeli mówię sobie tylko „Przestań krzyczeć! Przestań krzyczeć!” to tak jak z zielonym słoniem: nadal nie wiem co mam zrobić innego. Jak sobie poradzić. Ale jeżeli zamiast tego zapytam siebie „Co mogę w tej zaistniałej sytuacji dać z siebie?” to są duże szanse, że jednak znajdę odpowiedź. Może uda mi się wykrzyczeć chociażby „Jestem wściekła, ale cię kocham?” albo po prostu uścisnę czyjąś dłoń na znak, że kocham, jeżeli nie umiem nic miłego powiedzieć?

I przyznam szczerze, że wystarczyła jedna taka myśl „Co mogę dać?” by okazało się, że cała moja złość gdzieś pierzcha. Gdy przestałam się skupiać na tym, że jestem zła, że „złość JEST” to okazywało się, że złości wcale nie ma. Gdy przestałam myśleć o tym, że zło jest, to już go nie było. I od tego czasu – czyli już od ponad pół roku – nie zdarzyło mi się wpaść w podobną złość. A wcześniej działo się to regularnie. Dziura została wypełniona. Może jeszcze nie na zawsze – pewnie nie, ale i tak wiem już jak sobie mogę poradzić.

Bo grzech jest tym zielonym słoniem, o którym myślimy. Tylko jak zamiast tego zaczniemy myśleć o tym, że to różowy słoń – dobro, miłość – JEST, to zielony słoń w ogóle przestanie istnieć w naszej głowie.

Tak to się ma w praktyce. Bo jednak Berkeley nie mylił się tak całkowicie, gdy mówił, że „istnieć to być postrzeganym” czy Wittgenstein, gdy mówił, że „granice mojego języka są granicami mojego świata”. Nasza świadomość, to na czym się skupiamy tworzy nasz świat. Istnieje w nas. Czy damy grzechowi prawo istnienia w nas samych? Czy po prostu będziemy przeskakiwać dziury i dawać siebie na tyle na ile możemy?

Ale jak to się ma do teologii? Już pisałam na początku, że grzech jest zawsze brakiem miłości. Jest ciemnością, która jest z kolei brakiem światła.

Ale co ze złem? Z osobowym złem? Jako chrześcijanie wierzymy przecież w istnienie szatana. W istnienie?

Bo w Nim zostało wszystko stworzone: 

i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, 

byty widzialne i niewidzialne, 

czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. 

Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. 

On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie.

Kol 1,16-17

Wszystko w Nim ma istnienie. Jak to zatem możliwe?

Bóg stworzył anioła światłości, który mu się sprzeniewierzył i został strącony. Ale Bóg wciąż dopuszcza jego istnienie. Czy można powiedzieć, że je podtrzymuje? Ale gdyby podtrzymywał to sam musiałby jakoś być w nim obecny, a przecież nie jest. To już zresztą mogłoby trącić herezją. Wydaje mi się także, że nie trzeba wszystkiego wyjaśniać. Zostawmy przestrzeń dla tajemnicy. W Księdze Ezechiela znajduje się fragment uznawany za opis upadku szatana i jego pokonania na końcu czasów:

Serce twoje stało się wyniosłe 

z powodu twej piękności, 

zanikła twoja przezorność 

z powodu twego blasku. 

Rzuciłem cię na ziemię, 

wydałem cię królom na widowisko. 

Mnóstwem twoich przewin, 

nieuczciwością twego handlu 

zbezcześciłeś swoją świątynię. 

Sprawiłem, że ogień wyszedł z twego wnętrza, 

aby cię pochłonąć, 

i obróciłem cię w popiół na ziemi 

na oczach tych wszystkich, którzy na ciebie patrzyli. 

Wszystkie spośród narodów, które cię znały, 

zdumiały się nad tobą. 

Stałeś się dla nich postrachem. 

Przestałeś istnieć na zawsze.

Ez 28,17-19

Ostatni fragment jest uznawany za przepowiednię dotyczącą czasów ostatecznym, czyli stworzenia Nowej Ziemi i Nowego Nieba. Tam już nie będzie cierpienia ani grzechu. Szatan przestanie istnieć na zawsze. Także w Nowym Testamencie jest wiele fragmentów o ostatecznym zniszczeniu szatana.

Zresztą choć temat tego w jaki sposób szatan posiada byt nie jest zbyt obszernie dyskutowany w chrześcijaństwie, to jednak nie ulega wątpliwości, że nie posiada on bytu sam z siebie. Uznanie, że szatan posiada samodzielny byt zahaczałoby już o manicheizm.

Nie ma zatem jednoznacznej odpowiedzi w jaki sposób istnieje szatan. Jednak wiadomo, że wszystko co istnieje ma swe istnienie w Bogu. Nie jest to bynajmniej panteizm (według którego wszystko jest Bogiem). Jednak wszelki byt jest zakorzeniony w Bogu, a więc w Dobru, w Miłości. Bóg jest „Tym, który Jest” i nie ma poza nim bytu.

Zatem zło nie może posiadać bytu. W Bogu nie ma miejsca na zło. Poza Bogiem zaś nie ma bytu. Być może możemy przyjąć, że szatan jako osoba ma byt, a to że jest to osoba całkowicie zła i jeszcze na dodatek potężna, to są jego właściwości. [Ale tu już musielibyśmy wkroczyć na filozoficznie grząski grunt rozważań nad właściwościami bytu tzn. formą, możnością i istnieniem. I mimo, że jestem filozofem, to nie lubię takiej filozofii, która zajmuje się dzieleniem włosa na czworo: jakie są właściwości bytu, czy w takim razie zło jest niebytem jako możność (czy też niemożność czynienia dobra itp.), albo czy może mieć formę (czyli np. być osobą).]

Gdy szatan przestanie istnieć, a wszyscy ludzie zostaną przeobrażeni, nie będzie już miejsca na zło. Nie będzie pustki. A co z piekłem i potępionymi? Nie wiem, zwyczajnie nie wiem i niech mnie nikt o to nie pyta…

I tak od praktyki życia przeszłam do teologii. Więc na koniec jeszcze trochę praktycznej filozofii jako podsumowanie. Arystoteles w Etyce Nikomachejskiej pisze, że jak ktoś pragnie posiadać jakąś cnotę, to powinien się zachowywać tak, jakby już ją miał. A zatem dawać jej przestrzeń do zaistnienia w sobie. Nie da się posiąść cnoty, walcząc z jej brakiem. Nie da się kochać, walcząc z brakiem miłości, z grzechem. W jakimś tajemniczym sensie, tylko człowiek w ramach swojej wolnej woli może nadać złu byt w swoim własnym sercu. To w moim sercu są dziury miłości, tylko pytanie czy ja pozwolę im zaistnieć? Zielony słoń zaistnieje w mojej głowie, tylko wtedy gdy będę się na nim skupiał (a właściwie skupiał się na unikaniu go! – jak w przykładzie na początku). Tylko, że zielony słoń mi krzywdy nie zrobi, nawet jak będzie bardzo głośno trąbił. 

Bóg nie może stworzyć zła. To ja mogę mu – swoją wolną wolą – nadać istnienie z siebie samego; oddać swój własny byt do zaistnienia.

Bibliografia tak pokrótce:

Pismo Święte. Biblia tysiąclecia

Monika i Marcin Gajdowie „Rozwój. Jak współpracować z łaską?”

Arystoteles „Etyka Nikomachejska”

Własna pamięć 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s