Zazdrość.

Nie mam co ukrywać, że lubię czytać Świętych – i to raczej samych Świętych, a niekoniecznie ich żywota pisane przez kogoś innego. Mam wrażenie, że przez te duchowe lektury czasem łatwiej spotkać Boga we własnym życiu.

Zaledwie kilka dni temu była kanonizacja Matki Teresy z Kalkuty, która wreszcie zmotywowała mnie do zakupienia książki „Matka Teresa. Pójdź, bądź Moim światłem” zawierająca listy Matki Teresy do jej kierowników duchowych, w których znajduje się przejmujący opis jej wewnętrznej ciemności i rozdarcia jakiego doznawała.

Mimo wszystko to nie o Matce Teresie chciałam tu pisać – choć nie mam słów, by opisać jaki podziw odczuwam podczas tej lektury – ale, jak zwykle, o sobie. Jest tak wiele rzeczy, o których chciałabym tu napisać, ale zamierzam wytrwać przy postanowieniu, by ograniczyć się tylko do pisania o swoim przeżywaniu wiary.

Czytając listy Matki Teresy odczuwam całą masę kłębiących się we mnie emocji. Ona nazywała siebie nędzną i grzeszną przed Bogiem – kimże zatem jestem ja? Pragnę Boga, pragnę Go kochać całym sercem, pragnę zanosić Jego Miłość także innym, ale kimże ja jestem? Kiedy czytam te listy mam wrażenie, że we mnie nie ma nawet krztyny miłości, prawdziwej wiary ani pragnienia poświęcenia się dla Jezusa. Właściwie ta lektura jest dla mnie bolesna i trudna, uświadamia mi całą moją marność i nicość przed Bogiem. Nie byłabym w stanie znieść dla Boga takiego cierpienia jak Matka Teresa.

Bóg jednak wszystko przemienia w dobro. Jak mogę spojrzeć na to co przeżywam tak, by mnie to umocniło w miłości do Ciebie? Jak to przeżyć, by mnie do Ciebie zbliżyło? Jak nie dać się zwieść poczuciu, że ja nigdy nie byłabym zdolna do takiej miłości i poświęcenia?

Wiem, jestem zazdrosna. Tak samo byłam zazdrosna gdy czytałam Listy św. Teresy z Lisieux. Jestem zazdrosna, bo ja tak nie potrafię.

Muszę umieć, tak jak Ty, Panie, we wszystkim znaleźć dobro. Bo w zasadzie to dobrze, że jestem zazdrosna. Skoro zazdroszczę takiej miłości, to znaczy, że jej pragnę. A skoro pragnę, to znaczy, że już zaczątek – maleńki zalążek – tej Miłości we mnie jest. Gdybyś nie był dla mnie ważny, Panie, to bym Cię nie pragnęła. A ja pragnę. Pragnę kochać Cię tak, jak najwięksi Święci.

A więc mogę Ci po prostu oddać moją nicość, a Ty wszechmocny Boże, możesz z tego uczynić wszystko. Jestem nikim, ale wystarczy, że swoją pustkę oddam Tobie byś ją wypełnił. Ty możesz ze mną uczynić wszystko.

Zatem – nie będę się lękać. Nie wiem gdzie mnie poprowadzisz, ale dziś – tylko dziś na początek – nie będę się lękać.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s