Świętość

Jest jedna rzecz, która jest dla mnie naprawdę trudna do zrozumienia (choć nie jest to bynajmniej jedyna moja trudność). Jest to problem świętości.

Święta nie jestem. Daleko mi do jakiejkolwiek doskonałości w cnotach. Choć czytam „Drogę doskonałości” św. Teresy z Avila czy dzieła Jana od Krzyża, to jest we mnie bariera, której przeskoczyć nie mogę – moja nędza i grzeszność. Kilka dobrych lat zmagałam się z atakami złości i agresji. Modliłam się o uzdrowienie. Szukałam metod na uspokojenie. Próbowałam się modlić w trakcie kiedy ogarniała mnie złość. I nic. Nawet modlitwa nic nie dawała. Próbowałam sama poradzić sobie ze złością i liczyłam na to, że Bóg mi pomoże.

Aż pewnego dnia czytałam Listy św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Historię jej zawierzenia. Jej całkowitego zawierzenia. I wszystko stało się jasne. Nie umiem sobie poradzić ze swoją złością. Nie umiem. I nie będę już próbować. Oddam Ci się cała Panie, taka jaka jestem. Ty możesz mnie przemienić w jednej chwili, jeżeli chcesz. Ja nie wiem co mam czynić. Nie będę już próbować żadnych metod na uspokojenie. Jestem tylko Twoja i Ty czyń ze mną co chcesz.

Od tamtego dnia kiedy czuję nadchodzącą złość, zwracam się cała ku Tobie, Panie i nagle wszystko staje się jasne. Czuję ciepły powiew, który topi lód mego serca i zamienia go w najczystszą miłość. Oddaję się cała Panu i nie ma już mnie. Zwracam się ku osobie, która chwilę wcześniej tak bardzo mnie złościła (a najczęściej są to moje własne dzieci!) i – nie wiedząc wcale co mam zrobić ani co powiedzieć, w ciemności wiedzy – pozwalam, żeby przemówiła Miłość. To dziwne doświadczenie, tak dziwne i cudowne, że nie sposób znaleźć słów by je opisać.

Od tamtego dnia namacalnie czuję jak w moim wnętrzu mieszka Bóg. Jest ze mną w każdej chwili. Wystarczy mi zwrócić się ku niemu z ufnością i oddać się Jemu, nie wiedząc gdzie mnie poprowadzi. Pragnę cała przemienić się w Niego i jest to pragnienie, które jest jednocześnie cierpieniem. Pragnąć, wiedząc, że nie jestem Jego godna, że tu na Ziemi nigdy to się nie spełni. Umierać dla siebie, nie umiejąc umrzeć do końca.

A jak to się ma do świętości?

Nie mam słów, którymi mogłabym opisać jak wielkich łask mi Pan udziela, jak bardzo mnie podnosi z mojej nędzy i obdarowuje Samym Sobą. Nie wiem dlaczego. Wiem tylko, że pragnę Go. Pragnę świętości, bo pragnę być wypełniona Nim aż po brzegi. Irytują mnie wszyscy, którzy przy opisach dokonań Świętych mówią „ale to nie dla nas, ZWYKŁYCH ludzi, to dla świętych”. Niby mówi się, że świętość jest dla wszystkich, ale jednocześnie też dzieli się ją na jakąś wielką świętość i taką całkiem zwyczajną.

A nawet jeżeli tak jest, to ja chcę być wielką świętą. Jest takie porównanie, że ludzie są jak szklanki, które Bóg wypełnia swoją miłością i na tyle na ile dasz mu się napełnić, na tyle będziesz święty. A szklanki też są różnej wielkości. Ja nie wiem jak dużą szklanką jestem. Wiem tylko, że chcę być pełna po brzegi.

Jest mi bardzo daleko od doskonałości. Jestem grzeszna i nędzna. Sama z siebie w ogóle nie umiem kochać. Nie ma we mnie miłości wrodzonej. Ale tak naprawdę to wcale nie szkodzi. Skoro jestem szklanką, to tym lepiej, że jestem pusta. Wtedy to ON mnie całą napełni.

Marana tha, Panie Jezu. Przyjdź i napełnij mnie Sobą po brzegi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s