Świętość cd.

Dałam się ponieść mojemu pragnieniu świętości i nie napisałam w poprzednim poście tego co naprawdę zamierzałam. A chciałam napisać o ludzkim stosunku do świętości czy też właśnie do pragnienia świętości przez konkretną osobę.

Z jednej strony Jan Paweł II dużo mówił o powszechnym powołaniu do świętości, ale z drugiej wciąż widać, że zrozumienie tego pojęcia jest dla nas trudne. Ja muszę przyznać, nie mam odwagi powiedzieć głośno, wszem i wobec: „Pragnę być wielką świętą”. Tutaj na anonimowym blogu jest to łatwe, ale w życiu? Jestem w stanie sobie wyobrazić pobłażliwe uśmiechy tych, którzy mnie znają – oni najlepiej wiedzą jak bardzo jestem grzeszna. Wiem, że nie powinnam się oglądać na to co inni sądzą i powoli dorastam do tego, by powiedzieć ludziom właśnie wszem i wobec „Pragnę być wielką świętą”, chociażby żeby zaświadczyć o tym, że to normalne mieć takie pragnienia, że każdy jest NAPRAWDĘ powołany do świętości i to nie jest czcze gadanie i to nie jest droga dla wybranych, nielicznych. Św. Teresa z Lisieux wskazała wszystkim Małą Drogę i ona naprawdę jest dla wszystkich! To, że wciąż daleko mi do świętości nic nie znaczy. To Bóg mnie przemienia, to On czyni mnie świętym, ale najczęściej czyni to powoli. Zdarzali się grzesznicy, którzy zostali przemienieni w jednej chwili – przecież Bóg to może uczynić! – ale najczęściej dzieje się to pomału. W moim przypadku jest – tak bym powiedziała – skokowo. Są długie okresy kiedy Pan pozwala mi bardzo mocno doświadczyć mojej nędzy, mojej słabości, mojej niezdolności do uczynienia czegokolwiek dobrze. A potem nagle w jednej chwili unosi mnie swymi miłującymi dłońmi szybko w górę, a ja zachłystuję się czystym powietrzem, przejrzystym światłem, ciepłem Jego dotyku. I w jednej chwili, to co jeszcze niedawno było tak trudne, okazuje się tak banalnie proste. Wystarczy zdać się na Pana. Tylko On może mnie podnieść. Wierzę, że pewnego dnia podniesie mnie aż na szczyt góry Miłości (ach, widać jak bardzo zazdroszczę Małej Teresce!) i tam stanę wobec niego taka jaka jestem, a on ujmie moje dłonie w Swoje i powie mi: „Witaj w domu”.

Ale dlaczego pragnę świętości? Nie do końca wiem. Czuję tylko całą sobą, że pragnę, chcę, że nic mnie nie może od tego pragnienia oderwać. Om mi je dał. Wypisał je w mojej duszy jak rylcem w kamieniu.

Pragnę świętości, bo pragnę Jego. Tu na ziemi nie ma dla mnie miejsca. Wszystko mnie rani, niedostatki miłości w rodzinie, wśród najbliższych, w świecie sprawiają mi cierpienie nie do opisania. ŻYCIE nie jest i nie może być takie jak tu na Ziemi. Wszystko – czy to sprawiedliwość czy miłosierdzie – temu przeczą. ŻYCIE musi być samą Miłością, czystą Miłością, gdzie nie ma wzajemnego ranienia się, niezrozumienia, samotności. Pragnę Jego. Pragnę kochać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s